czwartek, 21 marca 2013

"Uważaj jak leziesz!!" Rozdział pierwszy.

To już dzisiaj. -Pomyślała Emilly wstając rano o godzinie 11.30. Tak to właśnie dzisiaj był dzień jej 17 urodzin, dzień ten był wyczekiwany przez nią od dnia jej 16 urodzin. W końcu nadszedł. Jedynym minusem dzisiejszego dnia było to, że Sam chciała ją zabrać na koncert One Direction, których razem z Brianem nazywała "Bandą pedałów". Nie chętnie podniosła się z łóżka i spojrzała na zegarek. Za półtorej godziny miała przyjść do niej Sam. Wstała z łóżka i powędrowała do łazienki w celu odbycia porannej toalety. Ubrała wcześniej naszykowany przez siebie zestaw http://stylistki.pl/emilly-1-264195/. Półtorej godziny później przyszła Sam w towarzystwie Briana. Sam przyszła ubrana w to http://stylistki.pl/sam1-264199/ a Brian jak zawsze obstawił na luźne spodnie i T-shirt. 
Koncert miał się odbyć, za dwie godziny, ale Sam chciała mieć miejsce przy scenie, więc cała trójka ruszyła w drogę na miejsce koncertu. Przechodzili właśnie koło Milk Shake City, kiedy Emilly stwierdziła, że idzie sobie kupić pić, Sam i Brian chętnie przystali na jej propozycje i również chcieli kupić sobie shake'a. Dali Emilly pieniądze i poszła kupić każdemu pić. Kiedy stała w kolejce poczuła mocne uderzenie, oblanie nagłym chłodem i silny upadek. Chłopak, który ją uderzył, pomógł jej wstać i zaczął przepraszać. Wkurzona Emilly nie słuchała go i po chwili wybuchła. Cały jej gniew się skumulował i wydarła się na biednego blondyna.
-Uważaj jak leziesz!!- krzyknęła zbulwersowana Emilly.
-Mogłaś się trochę przesunąć widząc, że ludzie idą z zamówieniami!-krzyknął najwyraźniej zmieszany blondyn.
-Co nie zmienia faktu, że mogłeś mnie ominąć, a nie idziesz jak jakaś gwiazda, czekając aż każdy odstąpi Ci miejsca baranie!!- wydarła się już poważnie wkurzona Emilly.
-A, żebyś wiedziała, że czekam tylko na to! Co ja się będę z Tobą kłócił, śpieszy mi się.- odpowiedział wkurzony blondyn i wyszedł. 
Pięć minut po tym jak wyszedł blondyn, wyszła Emilly próbując doprowadzić do porządku swój wygląd. Kiedy Brian i Sam ją zobaczyli, podeszli do niej i wybuchli śmiechem.
- Jeju Emilly, myślałem,że idziesz nam shake'a kupić, a nie się w nim kąpać!! Hahaha!!- krzyknął rozbawiany Brian.
-Emilly, czy Tobie mylą się znaczenia słów "kupić" i "kąpać"? -zapytała, rozbawiona Sam. 
-Brian zamknij sie bo oberwiesz w tą swoją twarzyczkę! A ty Sam, możesz mi łaskawie pomóc się ogarnąć, a nie się ze mnie nabijać?!- wykrzyknęła załamana Emilly.
-Dobra już, Ci pomagam. Nie gorączkuj się tak.- odpowiedziała Sam, stopniowo uspokajając śmiech.
-Kto Cię tak urządził?- spytał w końcu Brian.
-Jakiś ciołek, szedł z zamówienie i przywalił we mnie.-odrzekła Emilly.
-Kurde! Mogłaś mnie zawołać. Pogratulowałbym gościowi.- powiedział załamany Brian.
Emilly zmroziła go wzrokiem. Na co Sam wybuchła śmiechem.
-Dobra, dobra. Koniec tych śmiechów. Chodźmy wreszcie na koncert, chcę zająć jak najlepsze dla nas miejsce- westchnęła Sam.
-Matko Boska!!- krzyknął wystraszony Brian.
-Co się stało?- zapytała go Sam z Emilly.
-Zapomniałem słuchawek. Jestem skazany na słuchanie bandy pedałów przez 3 godziny mego pięknego, ciekawego i zarazem nudnego życia.- odpowiedział załamy Brian unosząc ręce ku górze. Na co Emilly wybuchnęła smiechem,a Sam Odwróciła się na pięcie obrażona i poszła dalej przed siebie.
Po 20 minutach dotarli na miejsce koncertu. Było już parę dziewczyn, które koczowały na swoich idoli przed wejściem. W takich momentach Emiily dziękowała Bogu, że jej przyjaciółka nie należy do takich fanek.
Weszli do środka. Przyjaciółka Emilly i Briana wyczaiła jeszcze 3 wolne miejsca w pierwszym rzędzie. Szybko tam pobiegła, a jej zrezygnowani towarzysze ruszyli powolnym krokiem za nią. Brian rozglądał się po sali, w końcu westchnął.
-Mogłem jechać z rodzicami do dziadków, a nie siedzieć w sali gdzie ponad tysiąc dziewczyn wydziera się na widok jakiejś bandy pedałów, a nie na mój. Mało tego jestem tutaj jedynym facetem. Oj bracie do czego to doszło na stare lata.
-Oj Brian nie narzekaj już. Pomyśl, sobie, że połowa tych dziewczyn tutaj to plastiki niczym jennfier z naszej szkoły. Po za tym sam stwierdziłeś, że przyjdziesz tutaj z nami i będziesz mnie wspierał w tych trudnych dla mnie i moich uszów chwilach.
- I to był mój największy błąd w życiu. Ostatni raz mówię Sam, że mam wolny czas.-powiedział, już kompletnie załamy chłopak.
-Cicho, nie marudzić mi tu. Cieszcie się, że to koncert One Direction, a nie Hanny Montany.- powiedziała, znudzona ich gadaniem Sam.
Zrezygnowani przyjaciele chcąc nie chcąc, musieli jej przyznać rację. Pośmiali się jeszcze 30 minut, aż w końcu zgasły światła i na scenie weszło 5 chłopaków w towarzystwie pisków dziewczyn, które siedziały na widowni.
Emilly mierząc każdego wzrokiem natrafiła na dwóch ostatnich. Jednego szybko jednak zignorowała i przypatrywała się ostatniemu. " Czy to może być on??!! Nie widziałam go ponad 9 lat, zawsze chciał zrobić karierę i w końcu mu się udało? Nie wiem. Ale jestem pewna, że to on. Chociaż... Nie! To nie może być on, ale mimo wszystko po koncercie wypytam się Sam kim on jest."
__________________________________________________________________

No to już mamy pierwszy rozdział. Mam nadzieję, że się Wam spodobał. Bardzo mi zależy, abyście zostawiły swoje uwagi w komentarzach. ;*
 

2 komentarze:

  1. no to tak, moje uwagi to :
    .
    .
    .
    .
    no wybacz, ale nie mam żadnych bo świetnie piszesz. :D <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję to dla mnie naprawdę wiele znaczy <3

      Usuń