środa, 26 czerwca 2013

Roz.18

 Na okładce było zdjęcie Nialla, jak całował się z jakąś inną dziewczyną. I do tego ten nagłówek "Niall Horan z One Direction, znalazł sobie nową piękność. Czyżby Emilly, poszła w odstawkę?" 
 Rzuciłam zdenerwowana gazetę w Nialla i uciekłam szybko po schodach na górę do siebie do pokoju. Od razu wleciałam do łazienki po dobrze znany mi przyrząd. Żyletkę. Usiadłam pod drzwiami łazienki, które wcześniej zamknęłam na klucz. Zrobiłam dwa głębokie cięcia i 5 mniejszych. Czułam jak czerwona ciesz spływa po moich rękach i kapie na ziemię. Zrobiłam jeszcze kilka głębszych cięć. Po woli czułam, że tracę kontakt z rzeczywistością. Siedziałam na ziemi otoczona przez kałużę krwi. Moje oczy powoli się zamykały. Nagle usłyszałam jak ktoś pukał do moich drzwi. Był to chyba Louis. Chciałam coś powiedzieć, ale nie miałam sił nic mu odpowiedzieć. Moje powieki stawały się coraz cięższe aż wreszcie nie zależne ode mnie się zamknęły. Usłyszałam już tylko krzyki Louisa.
*Oczami Louisa*
Stałem pod drzwiami Emilly już chyba z 20 minut, a ona dalej nie otwierała drzwi. Pobiegłem do Liama, myślałem, że on coś będzie wiedzieć, ale jednak nie. Wrócił razem ze mną pod drzwi jej pokoju. W końcu zdecydowaliśmy się je wyważyć. Weszliśmy do pokoju, ale jej nie było w nim. Przyszło mi na myśl, że może być w łazience. Drzwi znowu były zamknięte. Znowu je wyważyliśmy. Tam ukazał nam się okrutny widok. Emilly w kałuży krwi, któa spływała z jej nadgarstków. Szybko zadzwoniłem na pogotowie, a Liam poszedł szukać chłopaków. Za chwilę przybiegł Liam, Harry i Zayn.
-Gdzie jest Niall?!-zapytałem zdenerwowany.
-Śpi. Ma ogólnie kaca.-wyjaśnił Liam.
W tym momencie myślałem, że pójdę do niego i go zabiję. Jak można być takim debilem jak on?! Po 20 minutach przyjechało pogotowie. Nawet to nie było w stanie obudzić tego idioty.
Zabrali Em, do szpitala. Liam pojechał razem z nią karetką, a my pojechaliśmy autem Harrego. 
*W szpitalu*
Siedzimy tu już 3 godziny, i dalej nie wiemy co się dzieje z naszą przyjaciółką! Co to kurwa ma być?!-wybuchnął nagla Harry.
-Harry spokojnie. Widzisz, że jak na razie lekarze ją badają. Skończą ją badać to się wszystkiego dowiemy.-uspokajał go Zayn.
-Ja pierdole! Dziewczyna Nialla leży w szpitalu, a ten nie raczy nawet odebrać jebanego telefonu bo po co kurwa?!- Liam też już tracił panowanie nad sobą.
Po 15 minutach z sali wyszedł lekarz. Szybko do niego podbiegliśmy.
-Co z nią?-zapytał pierwszy Zayn.
-Nie będę Was okłamywał chłopcy, sprawa jest poważna. Pani Carther straciła dużą ilość krwi, ale dawcę już mamy. Do momentu przekazania krwi Emilly będzie musiała zostać w szpitalu.
-A kiedy nastąpi to przekazanie?-pierwszy raz od 3 godzin się odezwałem.
-Za jakiś tydzień. Musimy przeczekać, a by stan pacjentki chociaż troszeczkę się ustabilizował. Po przekazaniu, Wasza przyjaciółka będzie musiała zostać jeszcze 2,3 dni na obserwacji.
Powiedzcie mi, czy jest możliwość skontaktowania się z rodzicami Emilly?
-Jej rodzice nie żyją.-powiedział Liam.
-Niestety, ale jeśli pacjentka nie jest przytomna i nie wyraża na nic zgody, to nie możemy nic zrobić. Chyba, że będzie zgoda osoby powyżej 20 roku życia z otoczenia pacjenta.
- Czyli ja, Liam, Zayn i Niall odpadamy. Louis musisz podpisać te papiery.-powiedział Harry.
-Kiedy mogę je podpisać?-zapytałem.
-Jeśli mam pan czas, to nawet teraz.
-Oczywiście.
-Proszę za mną.
Poszedłem za lekarzem i podpisałem potrzebne papiery. Kiedy wracałem do chłopaków zastanawiałem się czemu Ems znowu się pocięła i to aż tak? Co było tego powodem, albo kto? Jeśli to przez tego debila Zacka, albo Nialla, to przysięgam zabiję ich gołymi rękoma. Nie wiem co się ze mną dzieje. Mam Eleanor a zachowuję się jakbym się zakochał w Ems. W sumie to całkiem możliwe. Z Eleanor gadałem od poznania Em może 3 razy bo pojechała z rodzicami do Indii na pół roku. Po za tym przy Emilly czuję motyle w brzuchu, jestem zdenerwowany bo boję się, że powiem coś głupiego. Na dodatek jest dziewczyną Nialla, a on jest moim przyjacielem, nie mogę się zachować jak ostatni cham i odbić mu dziewczynę tym  bardziej, że sam jestem z Eleanor. Ale przecież Emilly i Niallowi się nie układa i się ostatnio o byle co kłócą, z drugiej strony to nie jest powód do odbicia mu jej. Jezu! Czy to musi być aż takie trudne?! Wiem, nikt nie mówił, że życie jest łatwe i pisze same kolorowe scenariusze. Wydawało mi się, że po atakach hejterów na moją osobę poradzę sobie ze wszystkim. Byłem tego pewny do czasu.Nie wiem co mam robić, jedynym dobrym rozwiązaniem na ta chwilę według mnie jest rozmowa o tym z Liamem. Zna ją najdłużej z nas i on zawsze ma jakieś wyjście z trudnych sytuacji.
Wróciłem do chłopaków siedzieli dalej bezczynnie na poczekalni, bo jak na razie nie mogliśmy wejść do środka do Ems. Posiedzieliśmy chwilę w ciszy. Zacząłem się rozglądać po korytarzu kiedy natrafiłem na twarze moich przyjaciół. Każdy z nich miał łzy w oczach, kiedy to zobaczyłem to i mi się pojawiły łzy.
-Nie wiem jak Wy, ale ja dzisiaj nie wracam na noc do domu.-zakomunikował Harry.
-Ja też nie.-powiedziałem równo z Zaynem na co się uśmiechnęliśmy, pierwszy raz od paru godzin.
-Nie wiem czy jest sens siedzenia tutaj skoro i tak tam nie możemy wejść do momentu aż się Emi nie obudzi, przynajmniej tak mówiła ta pielęgniarka, którą Harry bajerował kiedy Louis poszedł podpisać te papiery.
-No tak, ale co jeśli się w nocy obudzi i nie będzie nas obok niej. Same obce jej osoby! Nie sądzisz, że dobrze by było gdybyśmy tu jednak zostali?-zapytałem.
-No dobra, zostaniemy.
Posiedzieliśmy jeszcze trochę rozmawiając o wszystkim i niczym po czym Harry i Zayn poszli na stołówkę po jakieś żarcie dla nas.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Zawaliłam wiem! Obiecałam, że rozdziały będą co tydzień, a tu nic. Wiem, że i tak  nikt z Was tego nie czyta więc nie zawiodłam dużej ilości osób.  

wtorek, 25 czerwca 2013

środa, 5 czerwca 2013

Roz.17

Siedziałam sama w salonie.  Chłopców nie było w domu bo tu jeden na zakupy bo mu się marchewki skończyły, dwóch następnych do swoich dziewczyn a piąty? Cholera go tam wie...
Oglądałam właśnie jakiś durnowaty program na MTV, gdzie dzieciaki kłócą się ze swoimi rodzicami, wyzywają ich itp. W ogóle ich nie szanują. 
Ile ja bym dała za jedną rozmowę z mamą lub tatą. Siedziałam tak rozmyślając o moim marnym życiu, kiedy usłyszałam, że jeden z nich postanowił wrócić do domu. Był to Carrots Monster bo śpiewał piosenkę o... marchewkach?! Okeej...
Zaniósł zakupy do kuchni, a sam przyszedł do salonu z wielką torbą.
-Co tam masz?-spytałam ciekawa.
-Prezent.
-Dla kogo??
-Ciebie xdd
- A z jakiej okazji???
-Z żadnej. W tych czasach już nawet przyjaciel nie może przyjaciółce prezentu kupić...
-No dobrze no. Dziękuję.-powiedziałam przytulając się do niego.
W torbie był duuuuży pluszowy miś, którego zawsze chciałam dostać.
-Louis! Jesteś wspaniały!!-krzyknęłam rzucając mu się na szyję.
-Wiem, a teraz mów.
-Ale cioo??
-Czemu chodzisz ostatnio taka smutna??-spytał.
-Kurde, mogłam się dowiedzieć, że dając mi tego miśka będziesz czegoś chciał... Nic się nie dzieje.-skłamałam.
-Okłamywać to sobie możesz koleżanki ze szkoły, ale nie mnie. Ems, przecież widzę, że coś jest nie tak, mi możesz powiedzieć.
-Chodzi o Nialla...
-Co z nim?
-Ostatnio nie możemy się dogadać, ciągle się kłócimy... nie wiem czy to ma sens, oddalamy się od siebie i boli mnie najbardziej brak zainteresowania z jego strony i fakt, że nie mogę sama nic zrobić...
-Porozmawiaj o tym z Niallem.
-Słyszałeś wczoraj nasze krzyki?
-Tak.
-To właśnie była moja próba porozmawiania z nim o tym.
-Szczerze? Widać się z między Wami nie układa, ale ja z chłopakami nie chcieliśmy się wtrącać. Niall to mój przyjaciel, nie chcę działać na jego nie korzyść, ale może z nim zerwij?
-Widzisz?! Wszyscy widzą, że coś nie tak jest! Wszyscy! Wszyscy tylko nie on! Jesteśmy razem 3 miesiąca a nie byliśmy na żadnej randce!-krzyknęłam.
Louis miał już coś powiedzieć, ale zadzwonił dzwonek do drzwi, więc poszłam szybko otworzyć.
Przed drzwiami stała jakaś wysoko blondynka, przedstawiła się jako Taylor Swift. Zrobiła to w taki sposób jakbym miała ją skądś kojarzyć, no ale spoko. Nie kojarząc laski, zawołałam Louisa, żeby tu przyszedł. Kiedy się już zjawił i zauważył blondynę, usta wygiął w grymas. 
Zaczął z nią rozmawiać o Harrym, ona chciała się z nim koniecznie spotkać, a Lou próbował jej to wybić z głowy. Nie wiedząc o co chodzi, postanowiłam zadzwonić do Dan ,która jest na stówę lepiej doinformowana ode mnie.
Halo?-spytała Dan, po drugiej stronie telefonu.
-Hej Dan. Mam sprawę. Przyszła do nas niejaka Taylor Swift i chcę czegoś od Loczka właśnie się kłóci o spotkanie z nim z Lou. Możesz mi wytłumaczyć kim ona jest o czego chce od Hazzy??-zapytałam z nadzieją.
W tym momencie oczy moich towarzyszy zostały zwrócone na mnie. Louis próbował nie wybuchnąć śmiechem a ta laska z minuty na minutę była coraz bardziej czerwona ze złości.
Kiedy Dan skończyła mi już tłumaczyć, podziękowałam jej, ale okazała się, że naszego gościa już nie ma. A szkoda.
-EMILLY!!! KOCHAM CIĘ!!! Od 2 miesięcy staram się ją z chłopakami tak wkurzyć, żeby dała spokój Hazzie, a ty to w 10 minut zrobiłaś!!-krzyczał tańcząc jakiś dziwny taniec.
-Ale ja serio nie wiedziałam kto to był.
-Widać, że nie byłaś naszą fanką-na te słowa strzeliłam mój słynny uśmiech nr 6.
-Rozgryzłeś moja tajemnicę!! Ale teraz jeżdżę z Wami na każdy koncert, próbę sesje itd.-wystawiłam język.
-Bo teraz jesteś fejmem, wiesz fancluby i te sprawy.-powiedział Louis.
-Hahahaha!! Dobre!!
 -Już nawet masz prezesa i jego zastępcę.-uśmiechnął się szeroko.
-Czyżby Ciebie i Loczka?? -zapytałam.
-Loczka?? Serio?? To ma być Twój funclub a nie kotów lub jego loków!- zaśmiał się.
-To kogo??
-Mnie i Kevina!!
-Loui, poczekaj tu chwilkę.-pobiegłam szybko do kuchni po książkę telefoniczną i telefon.
-Po co Ci to??-zapytał.
-Szukam numeru do jakiegoś dobrego psychiatry dla Ciebie.-powiedziałam uśmiechając się szeroko.
-Pfff, a ja chciałem nam pizzę zamówić. Teraz to możesz sobie umierać z głodu!
-Lou, wiesz jak ja Cię kocham...
-Taaa... z czym chcesz pizzę?
-Obojętnie.
Chłopak zamówił pizzę i poszliśmy do salonu oglądnąć jakiś film w między czasie. Postawiliśmy na American Pie.
Po 20 minutach, pizza przyjechała a w raz z nią reszta 3 moich kochanych psycholi, ale nadal nie było Nialla...
Zjedliśmy pizzę i zaczęliśmy grać w FIFĘ. Ja byłam w drużynie z Zaynem.
-GOOOOOL!!!-krzyczał Louis z Liamem, skacząc  jak opętani.
-NIEEEEEEE!!!!!!-krzyknął mulat.
-Mówiłam, że nie umiem grać!
-Harry, zostaw tą gazetę o katach i chodź grać ze mną! Z Emilly się nie da!!!
-Dzięki...
-Wybacz.-powiedział Zayn.
-Sorry mała, ale teraz ja zabieram Zayna.-powiedział Harry.
-A bierz se go i nigdy nie oddawaj! A za tą małą, to się rano obudzisz bez włosów na głowie!
-Też Cię kocham...-Loczek podniósł ręce w obronie.
Poszłam do kuchni po picie, popatrzyłam na zegar i była już 23.30, a jego nadal nie ma.
Wróciłam do salonu i pożegnałam się z chłopakami i poszłam spać do siebie do pokoju. Weszłam jeszcze na chwilę na TT i odpisałam kilku dziewczynom, które się mnie pytają o chłopców.
Rano obudziłam się o 6.00 rano. Poszłam do kuchni zrobić sobie jeść, kiedy już byłam na dole, zobaczyłam, że ktoś śpi na kanapie w salonie. Poszłam zobaczyć kto to. Był to Niall i był zalany w cztery dupy... Wyszedł o 11.00 rano a wraca w środku nocy i to jeszcze najebany?! 
Ja sobie z nim o tym pogadam.
Wyszłam jeszcze przed dom po poranną gazetę, którą codziennie można znaleźć przed naszymi drzwiami. To co było na okładce gazety, rozbiło mnie dosłownie. Łzy same leciały po moich  policzkach mimo moich sprzeciwów...  Jak on mógł mi to zrobić??!!