Obydwoje zasnęliśmy na łóżku w salonie.
Rano obudziłem się o 10.00, chłopacy już byli w kuchni i robili sobie śniadanie.
Wszedłem do kuchni i powiedziałem:
-Musimy jej pomóc.
-Komu? W czym? Jak?-zapytali jednocześnie chłopacy.
-Emilly.-odpowiedziałem krótko. Na te słowa Liam zerwał się na równe nogi.
-Co się stało?! Przecież jest tu!! I jest cała i zdrowa!!-krzyknął.
-Spokojnie, ona jest cała, ale jej rodzice na rok wyjechała i dzisiaj mieli już być w Londynie. Jednak wczoraj kiedy oglądaliśmy film, zadzwonił do niej telefon. Okazało się, że samolot którym lecieli jej rodzice rozbił się, nikt nie przeżył.-odpowiedziałem zdziwionym chłopakom.
-O kurwa...-skomentował krótko Zayn.
-Musimy jej jakoś pomóc nie możemy jej samej zostawić. W końcu to nasza przyjaciółka.-powiedział Louis.
-Też o tym myślałem, ale nie wiem kompletnie jak jej pomóc.-westchnąłem.
-Ale Mr.Sexy ma pomysł-odezwał się siedzący do tej chwili Harry.
-Jaki?-zapytał ciekawy Liam.
-Emilly nie może teraz zostać sama, nie może wrócić do domu gzie jej się będzie wszystko z rodzicami kojarzyło bo będzie naprawdę źle z jej psychiką, dlatego zamieszka z nami. W końcu o ile się nie mylę to miedzy pokojem Louisa, a pokojem Zayna jest wolny pokój. Wystarczy, że zrobimy szybki remont i Em będzie mogła się wprowadzać. Biorę na siebie cały remont i urządzenie jej pokoju. Jednak przez czas tego remontu będzie musiała wrócić do domu, i któryś z nas pojedzie z nią pomieszkać do zakończenia remontu.-powiedział Hazza dumny ze swojego pomysłu.
-Nie myślałem, że to powiem ale Harry jesteś geniuszem. Tylko pytanie kto z nią zamieszka na ten okres.-powiedziałem.
-Ja uważam, że powinien być to Liam. W końcu Emi zna go z nas najdłużej.-skwitował krótko Malik.
-Co czemu ja?? Przecież ona mnie nienawidzi!! Mam Wam przypomnieć sytuację sprzed paru dni??-Zbuntował się Liam.
-Dlatego Ty panie mądry z nią dzisiaj pogadasz przeprosisz ją i wytłumaczysz na czym polega pomysł Lokowatego.-zarządził Lou.
-Ale...
-Nie ma żadnego "ale", Payne, sam spieprzyłeś sprawę sam ją naprawisz.-zirytował się Louis.
-No dobra, ale jeśli nie wrócę za godzinę, to zacznijcie szukać mojego ciała.-westchnął zrezygnowany Liam.
-Tak, tak, tak, nie dramatyzuj. Idź już wszystko załatwić. Tylko pamiętaj masz być delikatny bo inaczej to my wkroczymy do akcji.-stwierdził Zayn.
*Oczami Liama*
Wszedłem po cichu do salonu, Emilly spała na łóżku przykryta jakimś kocem. Nie chciałem jej budzić, ale tego wymagała ta chora sytuacja.
-Emilly wstawaj. Musimy pogadać-powiedziałem delikatnie.
-Liam nie gniewam się na Ciebie. Nie potrafię, się gniewać na przyjaciół, chociażby nie wiadomo jakie świństwo mi zrobili.-powiedziała rozespana dziewczyna.
-Ufff, jednak będę żył. Ale to nie wszystko. Wiem o wszystkim Emi, bardzo chcemy Ci z chłopakami pomóc, dlatego Loczek wpadł na pomysł, że z nami zamieszkasz czy tego chcesz czy nie. Jednak na czas remontu będziesz musiała wrócić do swojego domu. Nie pozwolimy Ci tam samej mieszkać przez ten czas, dlatego ja zamieszkam tam z Tobą do zakończenia remontu. Potem się przeprowadzisz. A z Twoim starym domem zrobisz co chcesz. Jeśli zechcesz go sprzedać to ja Ci w tym pomogę.-szybko powiedziałem dziewczynie.
-Nie zgadzam się Liam. Nie mogę Wam się na głowę zwalać. Macie wystarczająco dużo rzeczy do roboty i zmartwień aby sobie jeszcze mnie dokładać.-odpowiedziała stanowczo.
-Nie masz wyboru. Wszyscy się zgodzili. Jeszcze dzisiaj przyjadą ludzie od remontu Twojego pokoju tutaj. Tak więc, nie możesz łamać nam serc i się nie zgadzać, tym bardziej, że to pomysł Stylesa a on ma rzadko dobre pomysły. Czyli od dziś mieszkasz z wariatami. No dobra może nie od dziś, ale będziesz.-powiedziałem stanowczo.
-Ale Liam...-nie pozwoliłem jej skończyć.
-Której częśći słowa "nie masz wyboru" nie zrozumiałaś?-spytałem.
-No dobra już. Zgadzam się, z Tobą nie wygram.-powiedziała zrezygnowana.
-Ha!! Słyszeliście?! Zgodziła się!! Przyznajcie jestem wspaniały!!-krzyknąłem uradowany,a w salonie pojawiła się pozostała czwórka.
*oczami Harrego*
-A więc, skoro mam Ci urządzić pokój to muszę wiedzieć w jakim stylu. Glamour? Retro? Reagge? Vintage? Angielskim? Hip hop? Pop? Rock? Czy jeszcze jakimś innym??
-Yyyy... możesz powtórzyć?-zapytała zdezorientowana Emilly.
-Dobra nie ważne już. Będzie glamour.-powiedziałem załamany jej niewiedzą.
-To ja Ci pomogę. I tak nie mam nic lepszego do roboty.-stwierdził Lou.
-O kochanie na Ciebie zawsze mogę liczyć.-powiedziałem z uśmiechem.
-What the hell? Czy oni coś ten... What the...-nie mogła wydusić z siebie ani słowa zdziwiona Emilly.
-Nie oni nie są gejami. Musisz się przyzwyczaić. Styles i Tomlinson się tak czasami zachowują. Nie zwracaj na to uwagi-powiedział rozbawiany Horan.
-Matko Boska i na co ja się zgodziłam... Z kim ja będę mieszkać.-zapytała załamana dziewczyna.
-Z 5 obiektami westchnieć miliona nastolatek.-odpowiedział Zayn ruszając brwiami.
-Aaa jeden z obiektów wybaczy, ale ja nie należę do tych miliona.-wyszczerzyła się Carther.
-Ranisz serce głownego obiektu westchnięć-powiedziała Malik łapiąc się za klatkę piersiową.
-Obiekt wybaczy.-zaśmiała się Emilly.
*Oczami Emilly*
-Zamówimy pizze?-zapytał Horan łapiąc się za brzuch.
-Nie.-odpowiedziałam krótko.
-Jak to??!! Jak możesz?!-wykrzyczał w moją stronę.
-Myślałam, że do Nandos pójdziemy, ale jak nie to nie.-powiedziałam. Na co blondyn szybko się rzucił w kierunku drzwi.
-Co tak siedzicie? Ruszcie się! Nandos czeka a Wy co? No haloo!!!Długo będę czekał?
-Już idziemy. Nie drzyj się tak.-powiedział Pan Marchewka wstając.
Po godzinie siedzieliśmy przy stoliku i jedliśmy swoje zamówienia. Co chwile podchodziły jakieś dziewczyny z prośbami o autograf i zdjęcie. Zauważając mnie patrzyły się na mnie wzrokiem zabójcy. Gdyby wzrok zabijał już bym padła martwa jakieś sto razy. Próbowałam powstrzymać się przed wybuchnięciem śmiechem, ale zaraz po tym jak odeszła sto pierwsza dziewczyna nie wytrzymałam i wybuchłam śmiechem. Chłopacy nie widząc z czego się śmieję patrzyli na mnie jak na idiotkę i przepraszali ludzi, którzy się na mnie patrzyli. Kiedy już ochłonęłam opowiedziałam im co było powodem mojego wybuchu śmiechu. Kiedy skończyłam wyjaśniać sami wybuchli śmiechem i stwierdzili, że się cieszą, że nie przejmuję się ich fankami.
Wróciliśmy do domu.Postanowiliśmy zagrać w Fifę.
Podzieliśmy się na drużyny. Ja z Marchewką, Liam z Loczkiem a Niall z Zaynem.
Oczywiście ja z Marchewkowym wygraliśmy i odtańczyliśmy swój taniec szczęścia. Kiedy go skończyliśmy zmięczni usiedliśmy na fotelu, a Irlandczyk zaproponował żeby zamówić pizzę.
-Człowieku jest już 23.30 nikt Ci teraz pizzy nie przywiezie.-powiedział Zayn.
-Która jest?!-krzyknęłam.
-No 23.30.
-Muszę wracać do domu.
-Chyba oszalałaś, że o takiej porze Cię z tond wypuścimy. Zostajesz na noc, w sumie i tak za niedługo będziesz tu mieszkać.-powiedział Payne.
-No tak, ale gdzie ja będę spała. Jeszcze mój pokój tutaj nie istnieje.
-Wybierz sobie któryś z pokoi. Jeden z nas pójdzie spać na materac u któregoś, albo na łóżku w salonie.-powiedział Marchewa.
-Spoko. Któryś z Wam ma dziewczynę.-spytałam.
-No od pary godzin żaden.-powiedział Zayn.
-A Perrie?-zapytał go Niall.
-Zerwałem z nią. mam dość jej scen zazdrości.-powiedział chłopak.
-W takim razie, żaden z Was nie będzie spał na materacu ani na łóżku w salonie. Wybiorę sobie pokój, a jego właściciel będzie spał w jednym łóżku z moją osobą. Nie przeszkadza Wam to?-zapytałam. Usłyszałam głośne "Nieee", więc zadowolona poszłam wybrać pokój jak się później okazało wybrałam pokój Harrego.
Posiedzieliśmy jeszcze godzinkę i poszliśmy wszyscy spać.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz