niedziela, 31 marca 2013

"Zostaw mnie!" Roz.7

Kiedy się obudziłam zobaczyłam, że śpię wtulona w Hazzę. 
Głupio się przyznać, bo to w końcu jest obiekt westchnień tysiąca nastolatek, ale dla mnie to tylko zwykły nastolatek, który pomimo tego, że jest sławny zachowuje się jakby nie był rozpoznawalną osobą.
Próbowałam wstać, ale ramię chłopaka było za ciężkie. Położyłam się i rozmyślałam nad swoim życiem. Ona ma sens? Jak dla mnie już nie ma. Wszystko zaczęło się pieprzyć kiedy odkryłam czemu Zack ze mną był...
Byłam wśród jego znajomych uznawana za najładniejszą dziewczynę w szkole, więc postanowił, że się z nimi założy, że będę jego dziewczyną i mnie przeleci. Na imprezie u jego siostry Kate na która byłam zaproszona dowiedziałam się o tym przez przypadek. Kiedy przechodziłam obok jego znajomych, usłyszałam jak o tym mówią. Wkurzona pobiegłam do domu i sięgnęłam po żyletkę... Na szczęście w odpowiednim momencie w moim pokoju pojawiła się Sam razem z Brianem i zawieźli mnie do szpitala.
 Kiedy tak teraz o tym myślę i patrzę na mój nadgarstek na którym znajdują się blizny po cięciu dochodzę do wniosku, że ta rana która Zack pozostawił na moim sercu nigdy nie zniknie, jest zbyt głęboka. Muszę nauczyć się z nią żyć...
mało tego, że Zack mnie tak upokorzył stał się dla mnie chamski. Wyzywał mnie i poniewierał. Czułam się jak szmata. Każdy dzień kiedy trzeba było iść do szkoły był dla mnie męką. Bałam się iść tam i znosić wyzwiska i upokorzenia Zacka. Dlatego właśnie zaczęłam wagarować. Największym wsparciem byli dla mnie rodzice, których już więcej nie zobaczę... 
Na wspomnienia Zacka mimowolnie popłynęła mi łza. Akurat jak na złość Harry się obudził, kiedy zauważył moją łzę. Od razu zapytał co się stał.
-Emi, stało się coś?-zapytał.
-Nie. czemu pytasz?- musiałam skłamać nie mogłam mu tego powiedzieć.
-Na pewno?-zapytał z troską.
-Tak.-wysiliłam się na uśmiech.
-To okeej.
 Zeszliśmy na dół na śniadanie, reszta już tam była i robiła nam śniadanie. Za chwilę usłyszeliśmy krzyki Louisa i Lima.
Wszyscy szybko wlecieliśmy do kuchni gdzie było pełno dymu.
-Co Wy zrobiliście?!-wydarł się pół przytomny Niall.
-Ten idiota zamiast pilnować naleśników, zajął się jedzeniem marchewki. I oto efekty!! Moje naleśniczki spłonęły!!-wydarł się Liam.
-Ty, ty, ty bezduszny człeku człekokształtny!! Jak możesz najeżdżać na moje skarbeńka!! Ty wstydu nie masz?! Sam żeś się zajął przeglądaniem Twittera! Mogłeś też patrzeć na te naleśniki!-wydarł się Louis.
-Nie drzyjcie się!!!-krzyknął Zayn.
-Wy się kłócicie a ja tu kurde z głodu umieram! Teraz przez Was mój brzusio jest pusty!! Heeelooooł!!!!!-powiedział załamy Niall.
-Podziękuj temu w paski.-odpowiedział spokojniej Liam.
-Osz ty mendo!! Od moich paseczków spadaj!!-powiedział Louis i wyciągnął z szuflady łyżkę.
-Ale Louis przyjacielu, bez przemocy fizycznej i psychicznej proszę.-powiedział wystraszony Liam chowając się za mną.
-Eeeej!! Spokój mi tu!!-wydarłam się kiedy chłopcy zaczęli sie przekrzykiwać.
-Liam, Louis, Zayn i Niall, wynocha z kuchni, ale już. Ty Lokowaty zostajesz i robimy śniadanie tym łamagom!-wydarłam się.
-Okeeey mum.-powiedzieli chórem chłopcy.
Kiedy wyszli chłopcy, Harry zapytał się mnie co robimy na śnidanie, odpowiedziałam krótko, że zapiekanki. Chłopak przystanął na to propozycję. Po godzinie śniadanie było gotowe. Szybko zjedliśmy i poszliśmy na spacer po Londynie. Po 3 godzinach stwierdziliśmy, że pójdziemy do mnie.
Kiedy szliśmy przez park usłyszałam, że ktoś mnie woła. Kiedy się odwróciła szybko tego pożałowałam, okazał się to Zack. Podszedł do nas i powiedział.
-O Carther, widzę, że już sobie znalazłaś nowych klientów. Ale wiesz tak 5 w jedną noc? Szacun.-powiedział z chytrym uśmieszkiem na twarzy.
-Zostaw mnie w spokoju!!-krzyknęłam ze łzami w oczach.
-Nie płacz, rozumiem, że rodzice Cię nie kochają nie interesują się Tobą. Ale to, że zaczniesz się bawić w dziwkę nic Ci nie pomoże. W sumie jakim cudem ty znajdujesz klientów. Brzydka i gruba jesteś. Jesteś przede wszystkim pośmiewiskiem w szkole. Pogódź się z tym szmato jebana.-powidział Zack.
-Dobra, stary spierdalaj albo Ci w tym pomogę.-powiedział wkurzony Zayn.
-Bo co mi zrobisz. Mogę z niej robić dziwkę, sukę i szmatę kiedy chce.-stwierdził Zack.
-Dobra odpierdol się od niej.-powiedział Harry.
-Nie.-powiedział.
-Zostaw ją w spokoju debilu jebany bo Ci zaraz wpierdole w ten krzywy ryj.-powiedział Liam.
-Weź chłopie zabierz swoje łaskawe cztery litery, bo inaczej pogadamy.  Kurwa, koleś który potrafi tylko dziewczynę zwyzywać. Z Ciebie jest szmata jebana i tyle.-stwierdził Niall.
-Żaden pedał jebany nie będzie mnie wyzywał. Znalazłaś sobie obstawę innych  czterech pedałów.-powiedziała Zack, patrząc na mnie.
-Ooo brawo, umiesz do 5 liczyć. Jestem z Ciebie taki duumny.-powiedział już wkurzony Lou.
-Pedale jebany ty se kurwa uważaj bo zaraz oberwiesz w swój pedałowaty ryj.-wkurzył się Zack. 
Już się zamachnął kiedy zamiast Marchewkowatego uderzył Nialla.
On nie pozostał mu dłużny i zaczęli się bić.
Ja zaczęłam się wydzierać, żeby przestali i płakać, a reszta próbowała ich rozdzielić. 
W końcu Zack dał sobie spokók, i odszedł wydzierając się, że jeszcze go popamiętam. 
Podbiegłam szybko do blondyna. Na szczęście miał rozcięty tylko łuk brwiowy.
szybkim krokiem poszliśmy do mnie do domu. Po opatrzeniu rany Nialla, usiedliśmy w salonie i Liam zadał pytanie którego się najbardziej bałam.
-Kto to był za koleś?
-Zack.-odpowiedziałam.
-Czego on od Ciebie chce?-zapytał Louis.
-To.. to mój były...-odpowiedziałam szybko.
-Czyli, że ty z nim zerwałaś, a on  za wszelką cenę chce do Ciebie wrócić?-spytał Harry.
-No nie do końca.-odpowiedziałam.
-To o co chodzi?-zapytał Niall.
-Wśród jego znajomych byłam uznawana za najładniejszą dziewczynę w szkole. Założyli się z Zackiem, że zacznę i z nim chodzic i on mnie przeleci... Na imprezie zorganizowanej przez siotrę Zacka, przypadkowo się o tym zakładzie dowiedziałam. Pobiegłam szybko do domu i cała zapłakana sięgnęłam po żyletkę. Zrobiłam kilka kresek na nadgarstku. Właśnie chciałam zrobić najgłębszą, ale do pokoju weszła Sam z Brainem i natychmiast zawieźli mnie do szpitala. Od tamtej pory Zack jest dla mnie chamski, wyzywa mnie i szmaci na każdej przerwie. Przez niego każdy poranek kiedy przygotowywałam się do szkoły bałam się strasznie co Zack jeszcze wymyśli. Zaczęłam chodzić na wagary, ale to i tak mi nic nie dawało bo on do mnie wydzwaniał i pisał sms-y z przypomnieniem, że jestem szmatą i dzwiką itp.-opowiedziałam im swoją historię.
-Em... tak nam przykro.-powiedział zdziwiony Liam.
-Nie potrzebnie, nie potrzebuję litości...-powiedziałam.
-Ja sobie jeszcze z tym gnojkiem pogadam, ale dopiero w poniedziałek przyjadę po Ciebie do szkoły. Przy okazji wykorzystamy fakt, że Harry jest w wieku szkolnym, więc zapiszemy go do Twojej szkoły i będzie Cię miał na oku.-powiedział Malik.
-No dobrze.-powiedziałam z uśmiechem. 
-Znowu wrócę do szkoły!!-wykrzyczał zadowolony Hazza.
-Znowu będą sprawdziany, niezapowiedziane kartkówki, i cały czas nauka-zaśmiał się Pasiasty.
-Ty musisz wszystko zawsze psuć Tomlinson?-wykrzyczał załamany Harry.
-Oj tam, oj tam.-odpowiedział mu ou.
-Ale kij z nim, ważne, że Ci się na przerwach nudzić nie będzie. Będziesz miała najprzystojniejszego przyjaciela z całej szkoły-powiedział z uśmiechem Harry.
-Taak, z pewnością odpowiedziałam.
-Biedna dziewczyna, będzie wysłuchiwać na każdej przerwie jakie to Lokowaty wyczaił ładne dziewczyny.-zaśmiał się Niall, za co dostał poduszką od Harrego.
Posiedzieliśmy u mnie do 22.00 i chłopcy wyszli został tylko Liam bo w końcu miał ze mną trochę pomieszkać.


 

sobota, 30 marca 2013

Życzenia

Moi drodzy z okazji Świąt Wielkanocnych, życzę Wam smacznego jajka, mokrego śmingusa. ; *********

piątek, 29 marca 2013

"Od dziś mieszkasz z wariatami" Roz.6

 Obydwoje zasnęliśmy na łóżku w salonie.
Rano obudziłem się o 10.00, chłopacy już byli w kuchni i robili sobie śniadanie.
Wszedłem do kuchni i powiedziałem:
-Musimy jej pomóc.
-Komu? W czym? Jak?-zapytali jednocześnie chłopacy.
-Emilly.-odpowiedziałem krótko. Na te słowa Liam zerwał się na równe nogi.
-Co się stało?! Przecież jest tu!! I jest cała i zdrowa!!-krzyknął.
-Spokojnie, ona jest cała, ale jej rodzice na rok wyjechała i dzisiaj mieli już być w Londynie. Jednak wczoraj kiedy oglądaliśmy film, zadzwonił do niej telefon. Okazało się, że samolot którym lecieli jej rodzice rozbił się, nikt nie przeżył.-odpowiedziałem zdziwionym chłopakom. 
-O kurwa...-skomentował krótko Zayn.
-Musimy jej jakoś pomóc nie możemy jej samej zostawić. W końcu to nasza przyjaciółka.-powiedział Louis.
-Też o tym myślałem, ale nie wiem kompletnie jak jej pomóc.-westchnąłem.
-Ale Mr.Sexy ma pomysł-odezwał się siedzący do tej chwili Harry.
-Jaki?-zapytał ciekawy Liam.
-Emilly nie może teraz zostać sama, nie może wrócić do domu gzie jej się będzie wszystko z rodzicami kojarzyło bo będzie naprawdę źle z jej psychiką, dlatego zamieszka z nami. W końcu o ile się nie mylę to miedzy pokojem Louisa, a pokojem Zayna jest wolny pokój. Wystarczy, że zrobimy szybki remont i Em będzie mogła się wprowadzać. Biorę na siebie cały remont i urządzenie jej pokoju. Jednak przez czas tego remontu będzie musiała wrócić do domu, i któryś z nas pojedzie z nią pomieszkać do zakończenia remontu.-powiedział Hazza dumny ze swojego pomysłu.
-Nie myślałem, że to powiem ale Harry jesteś geniuszem. Tylko pytanie kto z nią zamieszka na ten okres.-powiedziałem.
-Ja uważam, że powinien być to Liam. W końcu Emi zna go z nas najdłużej.-skwitował krótko Malik.
-Co czemu ja?? Przecież ona mnie nienawidzi!! Mam Wam przypomnieć sytuację sprzed paru dni??-Zbuntował się Liam.
-Dlatego Ty panie mądry z nią dzisiaj pogadasz przeprosisz ją i wytłumaczysz na czym polega pomysł Lokowatego.-zarządził Lou.
-Ale...
-Nie ma żadnego "ale", Payne, sam spieprzyłeś sprawę sam ją naprawisz.-zirytował się Louis.
-No dobra, ale jeśli nie wrócę za godzinę, to zacznijcie szukać mojego ciała.-westchnął zrezygnowany Liam.
-Tak, tak, tak, nie dramatyzuj. Idź już wszystko załatwić. Tylko pamiętaj masz być delikatny bo inaczej to my wkroczymy do akcji.-stwierdził Zayn.
*Oczami Liama*
Wszedłem po cichu do salonu, Emilly spała na łóżku przykryta jakimś kocem. Nie chciałem jej budzić, ale tego wymagała ta chora sytuacja.
-Emilly wstawaj. Musimy pogadać-powiedziałem delikatnie.
-Liam nie gniewam się na Ciebie. Nie potrafię, się gniewać na przyjaciół, chociażby nie wiadomo jakie świństwo mi zrobili.-powiedziała rozespana dziewczyna.
-Ufff, jednak będę żył. Ale to nie wszystko. Wiem o wszystkim Emi, bardzo chcemy Ci z chłopakami pomóc, dlatego Loczek wpadł na pomysł, że z nami zamieszkasz czy tego chcesz czy nie. Jednak na czas remontu będziesz musiała wrócić do swojego domu. Nie pozwolimy Ci tam samej mieszkać przez ten czas, dlatego ja zamieszkam tam z Tobą do zakończenia remontu. Potem się przeprowadzisz. A z Twoim starym domem zrobisz co chcesz. Jeśli zechcesz go sprzedać to ja Ci w tym pomogę.-szybko powiedziałem dziewczynie.
-Nie zgadzam się Liam. Nie mogę Wam się na głowę zwalać. Macie wystarczająco dużo rzeczy do roboty i zmartwień aby sobie jeszcze mnie dokładać.-odpowiedziała stanowczo.
-Nie masz wyboru. Wszyscy się zgodzili. Jeszcze dzisiaj przyjadą ludzie od remontu Twojego pokoju tutaj. Tak więc, nie możesz łamać nam serc i się nie zgadzać, tym bardziej, że to pomysł Stylesa a on ma rzadko dobre pomysły. Czyli od dziś mieszkasz z wariatami. No dobra może nie od dziś, ale będziesz.-powiedziałem stanowczo.
-Ale Liam...-nie pozwoliłem jej skończyć.
-Której częśći słowa "nie masz wyboru" nie zrozumiałaś?-spytałem.
-No dobra już. Zgadzam się, z Tobą nie wygram.-powiedziała zrezygnowana.
-Ha!! Słyszeliście?! Zgodziła się!! Przyznajcie jestem wspaniały!!-krzyknąłem uradowany,a w salonie pojawiła się pozostała czwórka.
*oczami Harrego*
-A więc, skoro mam Ci urządzić pokój to muszę wiedzieć w jakim stylu. Glamour? Retro? Reagge? Vintage? Angielskim? Hip hop? Pop? Rock? Czy jeszcze jakimś innym??
-Yyyy... możesz powtórzyć?-zapytała zdezorientowana Emilly.
-Dobra nie ważne już. Będzie glamour.-powiedziałem załamany jej niewiedzą.
-To ja Ci pomogę. I tak nie mam nic lepszego do roboty.-stwierdził Lou.
-O kochanie na Ciebie zawsze mogę liczyć.-powiedziałem z uśmiechem.
-What the hell? Czy oni coś ten... What the...-nie mogła wydusić z siebie ani słowa zdziwiona Emilly.
-Nie oni nie są gejami. Musisz się przyzwyczaić. Styles i Tomlinson się tak czasami zachowują. Nie zwracaj  na to uwagi-powiedział rozbawiany Horan.
-Matko Boska i na co ja się zgodziłam... Z kim ja będę mieszkać.-zapytała załamana dziewczyna.
-Z 5 obiektami westchnieć miliona nastolatek.-odpowiedział Zayn ruszając brwiami.
-Aaa jeden z obiektów wybaczy, ale ja nie należę do tych miliona.-wyszczerzyła się Carther.
-Ranisz serce głownego obiektu westchnięć-powiedziała Malik łapiąc się za klatkę piersiową.
-Obiekt wybaczy.-zaśmiała się Emilly.
*Oczami Emilly*
-Zamówimy pizze?-zapytał Horan łapiąc się za brzuch.
-Nie.-odpowiedziałam krótko.
-Jak to??!! Jak możesz?!-wykrzyczał w moją stronę.
-Myślałam, że do Nandos pójdziemy, ale jak nie to nie.-powiedziałam. Na co blondyn szybko się rzucił w kierunku drzwi.
-Co tak siedzicie? Ruszcie się! Nandos czeka a Wy co? No haloo!!!Długo będę czekał?
-Już idziemy. Nie drzyj się tak.-powiedział Pan Marchewka wstając.
Po godzinie siedzieliśmy przy stoliku i jedliśmy swoje zamówienia. Co chwile podchodziły jakieś dziewczyny z prośbami o autograf i zdjęcie. Zauważając mnie patrzyły się na mnie wzrokiem zabójcy. Gdyby wzrok zabijał już bym padła martwa jakieś sto razy. Próbowałam powstrzymać się przed wybuchnięciem śmiechem, ale zaraz po tym jak odeszła sto pierwsza dziewczyna nie wytrzymałam i wybuchłam śmiechem. Chłopacy nie widząc z czego się śmieję patrzyli na mnie jak na idiotkę i przepraszali ludzi, którzy się na mnie patrzyli. Kiedy już ochłonęłam opowiedziałam im co było powodem mojego wybuchu śmiechu. Kiedy skończyłam wyjaśniać sami wybuchli śmiechem i stwierdzili, że się cieszą, że nie przejmuję się ich fankami.
Wróciliśmy do domu.Postanowiliśmy zagrać w Fifę.
Podzieliśmy się na drużyny. Ja z Marchewką, Liam z Loczkiem a Niall z Zaynem.
Oczywiście ja z Marchewkowym wygraliśmy i odtańczyliśmy swój taniec szczęścia. Kiedy go skończyliśmy zmięczni usiedliśmy na fotelu, a Irlandczyk zaproponował żeby zamówić pizzę.
-Człowieku jest już 23.30 nikt Ci teraz pizzy nie przywiezie.-powiedział Zayn.
-Która jest?!-krzyknęłam.
-No 23.30.
-Muszę wracać do domu.
-Chyba oszalałaś, że o takiej porze Cię z tond wypuścimy. Zostajesz na noc, w sumie i tak za niedługo będziesz tu mieszkać.-powiedział Payne.
-No tak, ale gdzie ja będę spała. Jeszcze mój pokój tutaj nie istnieje.
-Wybierz sobie któryś z pokoi. Jeden z nas pójdzie spać na materac u któregoś, albo na łóżku w salonie.-powiedział Marchewa.
-Spoko. Któryś z Wam ma dziewczynę.-spytałam.
-No od pary godzin żaden.-powiedział Zayn.
-A Perrie?-zapytał go Niall.
-Zerwałem z nią. mam dość jej scen zazdrości.-powiedział chłopak.
-W takim razie, żaden z Was nie będzie spał na materacu ani na łóżku w salonie. Wybiorę sobie pokój, a jego właściciel będzie spał w jednym łóżku z moją osobą. Nie przeszkadza Wam to?-zapytałam. Usłyszałam głośne "Nieee", więc zadowolona poszłam wybrać pokój jak się później okazało wybrałam pokój Harrego.
Posiedzieliśmy jeszcze godzinkę i poszliśmy wszyscy spać.

czwartek, 28 marca 2013

I'm Directioner!! Problem? No to wpierdol.

Jezu, Jezu, Jezu...

 http://besty.pl/2240153

Dziewczyna, która to zrobiła, ma całkowitą rację. 
Hejterzy ranią chłopaków swoimi wpisami typu "pedał, pedał, pedał i jeszcze większy pedał, ooooo i największy pedał. Takim ludziom osobiście ja mam wielką ochotę wjebać. Hejterami są chłopcy, którzy są zazdrośni o to, że miliony dziewczyn mdleje, szaleje na widok Nilla, Zayna, Liama, Louisa i Harrego. Są zazdrośni, że to nie na ich widok mdleją. Proste? Tak!

Dziewczyny hejtują chłopaków, za to, że Oni kochają swoje fanki. Starają się odpisywać każdej fance na Twitterze, starają się przy każdym nawet przypadkowym spotkaniu uszczęśliwić je. Robią sobie z nimi zdjęcia, rozdają autografy... Oni po prostu je kochają. Chodzi im o to, że ich idol lub idole nie robią tego samego, że nie odpisują im i nie robią sobie z nimi zdjęć i rozdają autografów.

Mam wspaniały przykład na to jak chłopacy kochają fanki.
Wczoraj odbył się ślub Grega. Brata Nialla. Po zakończeniu ceremonii w kościele, Niall wyszedł przed kościół. Przed wejściem czekało na niego mnóstwo fanek. Mógł wejść do samochodu i nie rozdawać autografów i nie robić sobie zdjęć z dziewczynami. On jednak tak nie postąpił. Mimo, że ten dzień był dla niego i całej jego rodziny wyjątkowy, chłopak ich nie zignorował. Zrobił zdjęcia i rozdał autografy większości dziewczyn i dopiero potem odjechał.

Mogę się założyć, że inne gwiazdy by miały głęboko w dupie to, że ich fani marzną byle zrobić sobie z nim jedno zdjęcia. Ale nie Oni.

Jednym słowem hejterzy mogą spierdalać od chłopaków, bo Oni mają fanki, które  ich obronią. 
Każdy wie, że z Directioner nie należy zadzierać bo skończy się to wpierdolem za biedronką.

środa, 27 marca 2013

"Straciłam wszystko..." Roz.5

Kiedy Emilly sie obudziła, od razu przypomniała sobie wczorajszą sytuację do jej oczu napłynęły łzy.

Super. Nie mogłam się doczekać moich 17 urodzin. Miało być tak pięknie, a tu pojawia się Liam Payne wielka gwiazda i wszystko psuje... Oddałabym wszystko aby ten dzień był koszarem z, którego za chwilę sie obudzę.

Nagle usłyszała, że ktoś puka do drzwi jej pokoju. Nie wiedziała kto to, jednak po chwili przypomniała sobie, że Niall został u niej na noc.

-Dzień dobry piękna.-powiedział z delikatnym uśmiechem Niall.
-Dzień dobry.-odpowiedziałaś trochę smutna.
-Co się stało?-spytał zdziwiony chłopak.
-Nic, po prostu przypomniała mi się sytuacja z Limem...
-Nie myśl o tym. Zabieram Cię dzisiaj do galerii. Muszę sobie kupić nowe ciuchy, a przyda mi się damska rada.-powiedział zadowolony chłopak.
-No dobrze. Tylko zjem śniadanie.- oświadczyła dziewczyna.
-Cholera!! Moja jajecznica!!!-krzyknął chłopak i szybko zerwał się na nogi i pobiegł na dół do kuchni.
 Emilly, nie wiedząc co się stało zeszła szybkim krokiem do kuchni, gdzie stał załamany chłopak.
-Co się stało? Co tak śmierdzi?-spytałaś.
-Zagadałaś mnie i sfajczyłem śniadanie dla nas... Rozumiesz to?! Tyle jedzenia się zmarnowało!! Biedne jedzonko, biedny mój głodujący brzusio.- zaczął chliptać Niall.
-Oj nie przejmuj się. Zrobię nam naleśniki na śniadanie.- powiedziała rozbawiona Emilly.
-Serio? Naleśniki?
-No tak.
-Boże dziękuję Ci. Moje modlitwy zostały w końcu wysłuchane i wysłałeś do mnie pięknego anioła co naleśniki umie robić. Boże jesteś wielki.-powiedział Niall, unosząć ręce i wzrok do góry.
-Dobra, dobra. Już się nie podlizuj. Idź się już ogarnij, a ja w między czasie zrobię te naleśniki.-powiedziała dziewczyna.
-Tak mamo.-powiedział Irlandczyk i poszedł na górę do łazienki.

Po godzinie wreszcie mogli wyjść z domu. Wyszykowani wyszli z domu i poszli w kierunku galerii.
Po drodze Niall rozdał parę autografów i porobił sobie zdjęcia z fankami. Emi obserwowała wszystko z bezpiecznej dla siebie odległości i uśmiechała się pod nosem. Nie obyło się od paparazzi, którzy jak tylko zobaczyli Nialla podbiegli w ich stronę. Chłopak widząc biegnących ludzi z aparatami, szybko zdjął swoje okulary i czapkę i wręczył dziewczynie, aby je obrała. Dzięki temu mogła spać spokojnie wiedząc, że na następny dzień jej zdjęcie nie pojawi się na pierwszej stronie jakiś gazet.
Kiedy już weszli do galerii udali się do RESERVED. Niall zaciągnął Emilly do działu dla nastolatek.
-O ile się nie mylę, mieliśmy szukać ubrań dla Ciebie a nie dla Twojej dziewczyny.-powiedziała zdumiona Em.
-Po 1. ja zdążę sobie coś dzisiaj kupić, o mnie się nie martw. Po 2. nie mam dziewczyny i po 3. o ile się nie mylę miałaś wczoraj urodziny, i przydałby się dla Ciebie jakiś prezent. Także proszę bardzo wybieraj co chcesz i za ile chcesz, nie patrz na cenę, za wszystko płacę ja.-powiedział z szerokim uśmiechem blondyn.
-Nie, nie, nie, nie!!! Nie zgadzam się nie będziesz mi kupował ubrań. Bardzo mi pomogłeś nie mogę Cię jeszcze wykorzystywać do kupienia mi ubrań.-sprzeciwiła się dziewczyna.
-Nie marudź tylko szukaj czegoś dla siebie, a ja idę szukać czegoś dla mnie. jak to będzie wyglądać kiedy Ty wyjdziesz z 10 torbami na zakupy a ja ani jedną. Hmmm?-powiedział chłopak.
-Ale ja nie mo...- nie zdążyłaś dokończyć bo chłopak poszedł na męski dział. Zrezygnowana poszłaś sobie czegoś szukać. Nie skończyło się na 2 lub 6 torbacz z zakupami lecz na 9. Jak szaleć to szaleć a jak. I tak połowę z tych rzeczy wybrał jej Niall. Dziewczyna przyznała duchu, że chłopak się zna na rzeczy. Po 4 godzinach wyszli ze sklepu i ruszyli w stronę domu chłopaków. Em długo nie chciała się zgodzić, ale w końcu uległa.
Kiedy weszli do domu okazało się, że nikogo nie ma. Była tylko karteczka na stole w salonie.
 "Sorka Niall, ale dzisiaj się już nie zobaczymy.
Ja poszedłem z Perrie na kolację,wrócę późno nie czekaj. Liam poszedł gdzieś z Andym, Louis z Edem wyszli a Harry pojechał do swojej mamy.
                   Zayn"

-W takim razie zostaliśmy sami. Co Ty na to, aby zamówić pizzę i oglądnąć jakiś film?-spytał.
-Spoko. Ale ja wybieram film.-uśmiechnęła się szeroko dziewczyna.
-Niech Ci będzie. Ale błagam na całe zapasy jedzenia tego świata, nie wybieraj jakiś romansideł!!-powiedział błagalny tonem chłopak.
-Pfff... No dobra. Może być Grease 2?-zapytała.
-Ooooo, już Cię lubię. Dobra włączaj film a ja dzwonie po pizze.

Kiedy zajadali pizzę i oglądaliście film wygłupiając się przy tym, przypomniała, sobie, że dzisiaj mają wrócić jej rodzice. Jej humor poprawił się jeszcze bardziej.Jednak po chwili zadzwonił jej telefon. Odebrała go. Jednak to co usłyszała odebrało jej mowę. Dzwonili, ze szpitala. Samolot, którym lecieli jej rodzice rozbił się... Nikt nie przeżył...

Rozpłakała się. Łzy płynęły jej strumieniami. Ciało miała sparaliżowane. 
Opadła na ziemię osuwając się po ścianie i wpadła w histerię. 
Niall nie wiedział o co chodzi. Podszedł do niej i usiadł obok. Po chwili jednak spytał.
-Co się stało?-zapytał nie pewnie.
-Oni nie żyją!!!! Rozbili się!!! NIKT NIE PRZEŻYŁ!!! ROZUMIESZ?!?! STRACIŁAM RODZICÓW!!! NIE MAM NIKOGO!!! MOJA MAMA!!! MÓJ TATA!!!ONI... NIE... NIE... WRÓCĄ... JUŻ DO MNIE!!! NIE MA ICH JUŻ!!! NIE MAM RODZICÓW!!!-krzyczałaś zapłakana.
Niall nic więcej nie powiedział przytulił Cię mocno i głaskał po głowie. W końcu zasnęłaś.
*Oczami Nialla*
Płacząc zasnęła. Zaniosłem ją do sypialni Harrego on i tak dzisiaj nie wróci, więc nie ma przeszkód.
Nie wiem co mam zrobić. Ona została sama, straciła dwie najważniejsze dla niej osoby. Mamę i Tatę... Muszę jej jakoś pomóc, w końcu ją kocham... Wiem brzmi to banalnie, ale ja na serio ją kocham. Jest taka piękna, jej uśmiech, oczy. Jej cudowny charakter. Jest idealna. Muszę jej z chłopakami pomóc, nie możemy jej teraz zostawić samej.

poniedziałek, 25 marca 2013

"Dziękuję" Roz.4

Kiedy dogoniłem Emilly, nie odzywałem się. Stwierdziłem, że cisza będzie najlepszym lekarstwem. Objąłem ją w talii i poszliśmy na spacer po parku.
*Oczami Emilly*
Dogonił mnie Niall. Widocznie jako jedyny się mną przejął, "przyjaciel" Liam miał mnie w dupie. Kiedy do mnie podszedł nie mówił nic, byłam mu za to bardzo wdzięczna.
Objął mnie w talii i poszlismy na spacer po parku. Nie interesowało mnie co robił Liam. Jak się czuł. Nie istnieje już dla mnie. 
Po 3 godzinach doszliśmy do mojego domu. Zaprosiłam do niego Nilla. Rodziców nie było w domu. Wyjechali służbowo na rok. Siedzieliśmy przez 2 godziny i chłopak opowiadał mi o czasach z X-Factora, kiedy połączyli ich w One Direction. Kiedy skończył opowiadać było grubo po północy, zaproponowałam mu, aby został u mnie na noc. Po długich namowach w końcu się zgodził. Postanowiliśmy oglądnąć jakiś film w telewizji. Chyba po jakimś czasie zasnęłam bo nic nie pamiętałam.
*Oczami Nialla*
Po pierwszych 30 minutach filmu, poczułem, że Emilly położyła mi się na ramieniu i zasnęła. Postanowiłem zanieść ją do łóżka. Najpierw jednak musiałem znaleźć jej pokój. W końcu go znalazłem. Otworzyłem szeroko drzwi i jeszcze pościeliłem jej łóżko. Po skończeniu poszedłem po nią na dół. Zaniosłem ją na górę. Położyłem ją na łóżku. Jak wychodziłem popatrzyłem na nią ostatni raz. Wyglądała jak mała słodka dziewczynka, która nie potrafi sobie poradzić z problemami współczesnego świata. W tym momencie obiecałem sobie, że za wszelką cenę będę się starał jej przed tym światem bronić, przed ludźmi... Zrobiłem jej jeszcze zdjęcie i ustawiłem sobie jej zdjęcie na tapecie na telefonie i wyszłem z jej pokoju, po czym udałem się do salonu położyć się na kanapie.
*W tym samym czasie w domu chłopaków*
-Liam przesadziłeś.- powiedział wkurzony Louis.
-Czym niby? Tym, że w końcu powiedziałem jej prawdy?!-Odpowiedział wkurzony całą sytuacją Liam.
-Nie mogłeś wybrać innego momentu i powiedzieć jej na osobności? Powiedziałeś to przy wszystkich. Emi pewnie poczuła się ośmieszona, nie dziwię jej się, że uciekła.-Skomentował Zayn.
-Jeszcze siedziałeś jak ten debil i nie wiadomo na co czekałeś, zamiast za nią pobiec. Myślałeś, że co? Że, za chwilę tu przyleci powiesi Ci się na szyi i Ci podziękuje za to?-burknął Harry.
-Zayn z Harrym mają rację. Zachowałeś się jak idiota. Ona powiedziała Ci, że Cię kocha, a ty co. Ty dalej siedzisz i nic nie robisz. Dobrze, że chociaż Niall za nią pobiegł.- powiedział Louis.
-Dajcie mi święty spokój!! Odezwali się święci Zayn, Harry i Louis. Jeden zalicza po każdej imprezie dziewczyny, a potem je zostawia same. Tak Harry to o Tobie. Drugi, wcale nie lepszy, potrafi przelecieć każdą dziewczynę nie patrząc na nic. To Zayn o Tobie. A ty Louis? Ty zachowujesz się jak dziecko. Co zrobiłeś z Eleanor?!Co?! Odezwali się wszyscy święci!!- wykrzyczał Liam.
-Przegiąłeś!!- Wykrzyczał Zayn.
Wkurzony Zayn rzucił się na chłopaka z pięściami.
Harry z Louisem nie byli chętni do interwencji, bo ich też zabolały słowa wymówione przez przyjaciela. Widząc jak Liam nieźle obrywa od Zayna, dwójka przyjaciół ruszyła mu z pomocą. Kiedy ich rozdzielili Louis zaczął opatrywać Zayna, a Harry Liama. Zayn miał rozcięty łuk brwiowy i zwichnięty nadgarstek, a Liam rozcięty łuk brwiowy, złamany noc i rozciętą wargę. Harry postanowił zawieźć go do szpitala, żeby się nim zajęli. Wrócili po godzinie. Liam od razu poszedł do sibie do pokoju. Chłopacy zostali jeszcze na dole i rozmawiali.
Liam nie mógł przestać myśleć co Niall robi z Emilly. Wyszedł ponad 5 godzin temu i dalej nie wrócił. Te myśli nie dawały mu już spokoju. Po swoich przemyśleniach w końcu poszedł spać.
__________________________________________________________________
Szczerze? Ten rozdział ma wyglądać zupełnie inaczej, ale niestety mam ciężki dzień. Mam nadzieję, że się podoba, bo naprawdę się wysiliłam. Wysyłajcie na maila do mnie swojego blogi lub strony na facebook'u pod następnym rozdziałem albo w oddzielnym poście, udostępnię linki XOXOX.

niedziela, 24 marca 2013

Hej

Mam do Was wszystkich gorącą prośbę.
Piszcie komentarze pod tym postem, czy choć troszkę się Wam podoba, to co tu wstawiam. Niby jest coraz więcej wejść, ale nie wiem czy Wy wchodzicie, przeczytacie pierwsze dwa zdania i schodzicie. Piszcie w komentarzach czy Wam się podoba, jeśli macie jakieś uwagi lub pomysły na dalsze rozdziały, też piszcie. Bardzo chętnie przeczytam Wasze pomysły, a krytykę przyjmę i postaram się poprawić. :**

sobota, 23 marca 2013

"Jak mogłeś mi tego nie powiedzieć?!" Roz.3

*Oczami Emilly*
Po 20 minutach dojechaliśmy do domu chłopaków. Kto jak kto, ale oni mają zarąbisty dom. Ciekawe jak wygląda od środka. Kiedy weszliśmy do środka zaniemówiłam, nie dość, że od środka wypasiony, to jeszcze w środku wygląda jak apartament jakiegoś drogiego hotelu. 



Po 20 minutach siedzenia na łóżku i skakaniu po programach w celu znalezienia czegoś ciekawego, zrezygnowany Lou zaproponował zagranie w butelkę, Na początku nie chciałam się zgodzić. Jedna dziewczyna na 5 chłopaków... Ale po długich namowach Głodomora i Loczka zgodziłam się. Graliśmy dobre 2 godziny. Najbardziej bałam się pytań Harrego i wyzywań Louisa, ich pomysły mnie przerażały. Kiedy Zayn wybrał wyzywanie Louis dał mu za zadanie wyjść do parku, który znajdował się obok ich do domu i podejść do przypadkowej dziewczyny i zawołać " Aaaaa, Selena Gomez to naprawdę ty?! Jestem twoim wielkim fanem!! Kocham Cię! Proszę wyjdź za mnie!". Kiedy to zrobił dostał od jakieś dziewczyny w twarz. Pytania Harrego były dziwne i to bardzo. Kiedy Niall wybrał pytanie, Harry kazał mu powiedzieć z, którym z chłopaków najchętniej by się przespał. Zdezorientowany Niall, rzucił w Styles'a poduszką i nie odpowiedział.
Wypadło na Liama. Zayn, zadał mu pytanie jak się ze mną zaczął przyjaźnić. Liam nie pewnie się na mnie popatrzył i powiedział, że ja nie miałam przyjaciół ogólnie. I pewnego dnia moja mama przyszła do mamy Liama na kawę (tak nasze mamy się znają dłużej od nas), zawołały go na chwilę do salonu, gdzie rozmawiały, i moja mam poprosiła go, aby się zaczął ze mną przyjaźnić, bo siedzę cały czas sama w domu i się nudzę. Zrobił to o co go prosiła, ale potem jednak ta przyjaźń zaczęła robić się prawdziwa, nie przymuszona. Nie mogłam uwierzyć w to co słyszałam, do oczu stopniowo zaczęły napływać mi łzy.
Nie wytrzymałam i krzyknęłam do Liama:
-Jak mogłeś mi nie powiedzieć?!
-Przepraszam. Nie chciałem Ci mówić, bałem się jak zareagujesz. Ale skoro Zayn już zadał to pytanie to chciałem Ci to powiedzieć. Przepraszam- odpowiedział chłopak.
-Teraz to swoje przepraszam możesz wsadzić. Ufałam Ci. Myślałam, że mnie na prawdę lubiałeś! Jeszcze ja głupia się w tobie zakochałam! Nie nawiedzę Cie!!- krzyknęłam dusząc się łzami.
Wstałam i wybiegłam z ich posiadłości trzaskając drzwiami, nie chciałam mieć z nim nic wspónego.
*Oczami Liama*
Nie potrzebnie to mówiłem mogłem się zamknąć, i jej tego nie mówić. Brawo Payne znowu wszystko zepsułeś. "Zakochałam się w tobie" te słowa najbardziej przykłuły moją uwagę. Ona mnie kochała... A ja wszystko zepsułem. Jestem skończonym debilem. Nie pobięgnę teraz za nią bo i tak nie będzie chciała ze mną gadać... Gratulacje Payne idioto.
*Oczami Nialla*
To co powiedział Liam, wstrząsnęło mną. Nigdy bym się po nim tego nie spodziewał. Kiedy Emilly wstała i uciekła z płaczem trzaskając drzwiami, zdziwiłem się, że ten debil za nią nie pobiegł. Nie myśląc co robię wstałem i szybko pobiegłem za nią. 
W końcu ją dogoniłem.

 
__________________________________________________________________
Tak wiem, moje opowiadanie jest jakąś porażką, myślałam, że pójdzie mi lepiej. Myślę czy by nie usunąć bloga, bo dalsze pisanie nie ma jak dla mnie sensu, i tak nikt nie czyta tego co piszę...

czwartek, 21 marca 2013

"Jednak mnie pamiętasz" Roz.2

                      *** 3h później ***


*Oczami Emilly*
Wreszcie koncert dobiegł końca. Podczas kiedy Sam, próbowała zachęcić Briana do zabawy, ja siedziałam na swoim miejscu i myślami byłam daleko od Londynu. Znajdowałam się w Wolverhampton przed dziewięcioma latami, kiedy ostatni raz widziałam się z Liam'em. Dwa dni po naszym ostatnim spotkaniu wyprowadziłam się z rodzicami do Londynu, ponieważ tata dostał tam pracę. Następne trzy lata po przeprowadzce codziennie zastanawiałam się co właśnie robi mój 3 lata starszy przyjaciel, który zawsze był przy mnie. Kiedy zdechł mój pies, Liam był ze mną i mnie próbował rozśmieszyć, kiedy zepsuł mi lalkę, wziął ją do domu i naprawił. Stęskniłam się za nim, dziewięć lat to wcale nie jest mało.
Z moich rozmyśleń wyrwała mnie Sam, która chciała iść do chłopaków, którzy podpisywali płyty. Zgodziłam się. Całą trójką pomaszerowaliśmy w kierunku stolika przy którym siedział zespół.Postanowiłam się zapytać Sam, o tego chłopaka.
-Sam, mam pytanie. Jak się nazywał chłopak, który stał jako ostatni na scenie?- zapytałam przyjaciółki.
-Liam. Liam Payne.-oznajmiła.
-A wiesz może skąd jest?- zapytałam z nadzieją w głosie.
-Pewnie,że wiem. Ja jestem ekspertem. Liam pochodzi z Wolverhampton.- odrzekła.
-Powiesz mi coś o nim?- zapytałam dziewczyny.
-Emilly nie poznaję Cię- oświadczył Brian, który przez cały czas szedł cicho.
-Ja też jej nie poznaję, ale skoro chce wiedzieć. Liam ma 20 lat, tak jak wcześniej wspomniałam ma na nazwisko Payne. POchodzi z Wolverhampton. Ma dwie starsze siostry.-powiedziała mocno zaskoczona Sam.
-Aha. Dzięki, tyle chciałam wiedzieć.
Przez pół godziny staliśmy w kolejce do zdjęć z nimi. Razem z Brianem pomyśleliśmy, że skoro już tu stoimy to też zrobimy sobie z nimi zdjęcia. Będzie się z czego śmiać za parę lat.
Miałam już zdjęcie z Zayn'em, Louis'em, Niall'em i Harry'm tak wynikało z ich podpisów. Podeszłam do ostatniego. Liam'a. 
Kiedy Liam na mnie mnie popatrzył zdziwił się, otworzył szeroko oczy i zapytał.
-Emilly? Emilly Carther? To naprawdę ty?-zapytał zdziwiony.
-Jednak mnie pamiętasz. Tak to ja we własnej osobie.- powiedziałem z uśmiechem na twarzy.
-Nie widziałam Cię przez dziewięć lat. Wyładniałaś młoda.-stwierdził uradowany Liam.
-Może i wyładniałam, ala dalej nie cierpię jak ktoś mówi do mnie młoda... Więc, mój drogi Liam'ie jeśli Ci życie miłe, to mnie tak nie nazywaj.-oburzyłam się.
-Dobra, okeej, już nie będę. Widzę, że dalej łatwo Cię zdenerować, wykorzystam to.
-Twojemu koledze, już się to dzisiaj w Milk Shake City udało zrobić.- oznajmiłam 
-To o Tobie mówił Niall. To ty jesteś tą piękną dziewczyną, która pozbawiła nas shake'a!!! Nie wybaczę Ci tego, musiałem przez Ciebie jechać do sklepu po picie.- poskarżył się Liam.
-Oj, jak mi przykro. Mógł patrzeć jak idzie, a nie iść prosto na mnie z nadzieją, że się przesunę i mu jeszcze kurde rozwinę czerwony dywan.- powiedziałam.
-No już nie denerwuj się. Jedziemy teraz z chłopakami do nas do domu jedziesz z nami? Tak po za tym to Sto lat starucho.-powiedział Liam z uśmiechem na twarzy.
-Kto ma urodziny??!!- krzyknęło parę głosów za mną. Odwróciłam się i zobaczyłam całą czwórkę.
-Emilly, moja przyjaciółka z dzieciństwa.-odpowiedział dumnie Li.
-To wy się znacie?!- przeraził się Niall.
-Tak, znamy się, specjalisto od wylewania picia na ludzi.-odpowiedziałam krótko.
-To ty...- zaczął mówić, chłopak z burzą loków na głowie, ale nie pozwoliłam mu dokończyć.
-Tak, tak to ja Was pozbawiłam picia. Albo raczej Wasz wspaniały kumpel, który je na mnie wylał.-popatrzyłaś na chłopaków.
-Nie no. Niall, stary nie myślałem, że to kiedy kol wiek powiem, ale miałeś rację. Ta dziewczyna jest naprawdę piękna.- odezwali się Zayn z Louis'em z tego co pamiętam.
-Zamknijcie się idioci.- warknął Niall.
-Taaa. Dziękuję. A co do twojego wcześniejszego pytania Li, to tak chętnie się do Was wybiorę, tylko napiszę kumplowi i kumpeli, żeby na mnie nie czekali.- powiedziałam
-Okeej.-odpowiedział zadowolony Liam. 
20 minut później jechaliśmy już do domu chłopaków.
*oczami Liam'a*
Jak ja jej dawno, nie wiedziałem. Nie zmieniała się ani trochę. Od dziecka była ładną dziewczyną, ale teraz to przerosła samą siebie. Każda dziewczyna chciałaby być taka piękna jak Emilly. Kiedy wyjechała z Wolverhampton, nie mogłem znaleźć sobie miejsca, cały czas o niej myślałem. Nie miałem później już prawdziwych przyjaciół, do czasu X-FACTOR'a kiedy poznałem tych wariatów. Mimo, że zrobiłem karierę, i jestem otaczany przez naprawdę wspaniałych ludzi, nikt nie umiała mi jej zastąpić. Emi przez te dziewięć lat zajmowała i zajmuję specjalne miejsce w moim sercu, jest dla mnie jak młodsza siostra, której nie mam, nie pozwoliłbym jej skrzywdzić. Kiedy zdechł jej pies obiecałem sobie, że będę jej chronić, przed złem tego świata, ale ona wyjechała. Lecz teraz kiedy znowu ją spotkałem, nie pozwolę jej znowu tak łatwo odejść. Znowu stworzymy ten wspaniały duet co kiedyś. Liam i Emi. Emi i Liam. Cieszę się, że odzyskałem swoją pierwszą i jedyną przyjaciółkę, płci przeciwnej. Mamy teraz dwa  tygodnie wolnego, musimy nadrobić te dziewięć lat. Moja mała siostrzyczka.
__________________________________________________________________

Tak z nudów, postanowiłam napisać drugi rozdział, mam nadzieję, że się podoba. ;**

 

Jeszcze raz ja XD

Chcę Was bardzo prosić o rozsyłanie tego bloga znajomym, jeśli posiadacie wałasne blogi bądź też Fp na facebook'u to również Was bardzo proszę o udostępnienie moich wypocin. :) 
Bardzo mi zależy na "reklamie" bloga, by więcej osób wyrażała swoje opinie i również pozostawiała jakieś dobre rady co do prowadzenia bloga.
Z góry dziękuję xoxo

"Uważaj jak leziesz!!" Rozdział pierwszy.

To już dzisiaj. -Pomyślała Emilly wstając rano o godzinie 11.30. Tak to właśnie dzisiaj był dzień jej 17 urodzin, dzień ten był wyczekiwany przez nią od dnia jej 16 urodzin. W końcu nadszedł. Jedynym minusem dzisiejszego dnia było to, że Sam chciała ją zabrać na koncert One Direction, których razem z Brianem nazywała "Bandą pedałów". Nie chętnie podniosła się z łóżka i spojrzała na zegarek. Za półtorej godziny miała przyjść do niej Sam. Wstała z łóżka i powędrowała do łazienki w celu odbycia porannej toalety. Ubrała wcześniej naszykowany przez siebie zestaw http://stylistki.pl/emilly-1-264195/. Półtorej godziny później przyszła Sam w towarzystwie Briana. Sam przyszła ubrana w to http://stylistki.pl/sam1-264199/ a Brian jak zawsze obstawił na luźne spodnie i T-shirt. 
Koncert miał się odbyć, za dwie godziny, ale Sam chciała mieć miejsce przy scenie, więc cała trójka ruszyła w drogę na miejsce koncertu. Przechodzili właśnie koło Milk Shake City, kiedy Emilly stwierdziła, że idzie sobie kupić pić, Sam i Brian chętnie przystali na jej propozycje i również chcieli kupić sobie shake'a. Dali Emilly pieniądze i poszła kupić każdemu pić. Kiedy stała w kolejce poczuła mocne uderzenie, oblanie nagłym chłodem i silny upadek. Chłopak, który ją uderzył, pomógł jej wstać i zaczął przepraszać. Wkurzona Emilly nie słuchała go i po chwili wybuchła. Cały jej gniew się skumulował i wydarła się na biednego blondyna.
-Uważaj jak leziesz!!- krzyknęła zbulwersowana Emilly.
-Mogłaś się trochę przesunąć widząc, że ludzie idą z zamówieniami!-krzyknął najwyraźniej zmieszany blondyn.
-Co nie zmienia faktu, że mogłeś mnie ominąć, a nie idziesz jak jakaś gwiazda, czekając aż każdy odstąpi Ci miejsca baranie!!- wydarła się już poważnie wkurzona Emilly.
-A, żebyś wiedziała, że czekam tylko na to! Co ja się będę z Tobą kłócił, śpieszy mi się.- odpowiedział wkurzony blondyn i wyszedł. 
Pięć minut po tym jak wyszedł blondyn, wyszła Emilly próbując doprowadzić do porządku swój wygląd. Kiedy Brian i Sam ją zobaczyli, podeszli do niej i wybuchli śmiechem.
- Jeju Emilly, myślałem,że idziesz nam shake'a kupić, a nie się w nim kąpać!! Hahaha!!- krzyknął rozbawiany Brian.
-Emilly, czy Tobie mylą się znaczenia słów "kupić" i "kąpać"? -zapytała, rozbawiona Sam. 
-Brian zamknij sie bo oberwiesz w tą swoją twarzyczkę! A ty Sam, możesz mi łaskawie pomóc się ogarnąć, a nie się ze mnie nabijać?!- wykrzyknęła załamana Emilly.
-Dobra już, Ci pomagam. Nie gorączkuj się tak.- odpowiedziała Sam, stopniowo uspokajając śmiech.
-Kto Cię tak urządził?- spytał w końcu Brian.
-Jakiś ciołek, szedł z zamówienie i przywalił we mnie.-odrzekła Emilly.
-Kurde! Mogłaś mnie zawołać. Pogratulowałbym gościowi.- powiedział załamany Brian.
Emilly zmroziła go wzrokiem. Na co Sam wybuchła śmiechem.
-Dobra, dobra. Koniec tych śmiechów. Chodźmy wreszcie na koncert, chcę zająć jak najlepsze dla nas miejsce- westchnęła Sam.
-Matko Boska!!- krzyknął wystraszony Brian.
-Co się stało?- zapytała go Sam z Emilly.
-Zapomniałem słuchawek. Jestem skazany na słuchanie bandy pedałów przez 3 godziny mego pięknego, ciekawego i zarazem nudnego życia.- odpowiedział załamy Brian unosząc ręce ku górze. Na co Emilly wybuchnęła smiechem,a Sam Odwróciła się na pięcie obrażona i poszła dalej przed siebie.
Po 20 minutach dotarli na miejsce koncertu. Było już parę dziewczyn, które koczowały na swoich idoli przed wejściem. W takich momentach Emiily dziękowała Bogu, że jej przyjaciółka nie należy do takich fanek.
Weszli do środka. Przyjaciółka Emilly i Briana wyczaiła jeszcze 3 wolne miejsca w pierwszym rzędzie. Szybko tam pobiegła, a jej zrezygnowani towarzysze ruszyli powolnym krokiem za nią. Brian rozglądał się po sali, w końcu westchnął.
-Mogłem jechać z rodzicami do dziadków, a nie siedzieć w sali gdzie ponad tysiąc dziewczyn wydziera się na widok jakiejś bandy pedałów, a nie na mój. Mało tego jestem tutaj jedynym facetem. Oj bracie do czego to doszło na stare lata.
-Oj Brian nie narzekaj już. Pomyśl, sobie, że połowa tych dziewczyn tutaj to plastiki niczym jennfier z naszej szkoły. Po za tym sam stwierdziłeś, że przyjdziesz tutaj z nami i będziesz mnie wspierał w tych trudnych dla mnie i moich uszów chwilach.
- I to był mój największy błąd w życiu. Ostatni raz mówię Sam, że mam wolny czas.-powiedział, już kompletnie załamy chłopak.
-Cicho, nie marudzić mi tu. Cieszcie się, że to koncert One Direction, a nie Hanny Montany.- powiedziała, znudzona ich gadaniem Sam.
Zrezygnowani przyjaciele chcąc nie chcąc, musieli jej przyznać rację. Pośmiali się jeszcze 30 minut, aż w końcu zgasły światła i na scenie weszło 5 chłopaków w towarzystwie pisków dziewczyn, które siedziały na widowni.
Emilly mierząc każdego wzrokiem natrafiła na dwóch ostatnich. Jednego szybko jednak zignorowała i przypatrywała się ostatniemu. " Czy to może być on??!! Nie widziałam go ponad 9 lat, zawsze chciał zrobić karierę i w końcu mu się udało? Nie wiem. Ale jestem pewna, że to on. Chociaż... Nie! To nie może być on, ale mimo wszystko po koncercie wypytam się Sam kim on jest."
__________________________________________________________________

No to już mamy pierwszy rozdział. Mam nadzieję, że się Wam spodobał. Bardzo mi zależy, abyście zostawiły swoje uwagi w komentarzach. ;*
 

Hej.

Hej wszystkim! ;)

To jest mój pierwszy blog jaki w życiu piszę. Mam nadzieję, że choć troszkę Wam się spodoba. 
Bardzo Was proszę o wyrażanie swojego zdania, w komentarzach.
Będę się starała aby kolejne części opowiadania pojawiały się raz na tydzień. Jeśli macie jakieś pomysły dotyczące bloga, bardzo Was proszę o napisanie do mnie maila. 




O to mail do mnie: yourbrathismyoxygen@gmail.com

Bohaterowie




Emilly Carther, ma  17 lat i mieszka w Londynie. Nie przepada za One Direction, ale jej przyjaciółka Sam kocha ten zespół. Z okazji jej 17 urodzin, Sam zabieraj ją na ich koncert. Przyjaźni się jeszcze z Brianem. On tak samo jak ona nie przepada z One Direction, w sumie oboje wiedzą o nich tyle co powie im Sam. Emilly i Brian nazywają ich "Bandą pedałów" co doprowadza do furii ich przyjaciółkę Sam. 




Sam Stone, ma 17 lat i mieszka w Londynie. Jest najlepszą przyjaciółką Emilly. Jej ulubiony zespół to One Direction. Z okazji 17 urodzin Emili, Sam zabiera ją na ich koncert. Sam, przyjaźni się jeszcze z Biranem. Przy swoich przyjaciołach stara się mówic jak najmniej o One Direction,co nie przychodzi jej z łatwością. Emilly i Brian nazywaja ich "Bandą pedałów" co doprowadza ją do furii.




Brian Colman, ma 18 lat i mieszka w Londynie. Jest najlepszym przyjacielem Emilly i Sam. Wcześniej nie znał One Direction, wiedział tyle ile opowiadała mu Sam. Razem z Emilly nazywał ich "Bandą pedałów", co doprowadzało do furii Sam. Razem z Sam i Emilyy wybrał się na ich koncert z powodu dużej ilości wolnego czasu.

 

Liam Payne, ma 20 lat i mieszka w Londynie razem ze swoimi przyjaciółmi z zespołu. Jest najrozważniejszy z całego zespołu. Boi się łyżek. W dzień urodzin Emilly grają w Londynie koncert.




Harry Styles, ma 19 lat i mieszka w Londynie razem z przyjaciółmi z zespołu. Jest najmłodszym członkiem zespołu. Uważany jest za największego flirciarza, w całym zespole. W dzień urodzin Emilly grają w Londynie koncert.








Zayn Malik, ma 20 lat i mieszka w Londynie razem z przyjaciółmi z zespołu. Nigdzie nie rusza się bez swojego lusterka. W dzień urodzin Emily grają w Londynie koncert.




Niall Horan, ma 20 lat i mieszka w Londynie razem z przyjaciółmi z zespołu. Jako jedyny pochodzi z Irlandii. Potrafi cały czas jeść i nie tyje. W dzień urodzin Emilly grają w Londynie koncert.




Louis Tomlinson, ma 22 lata i mieszka w Londynie z swoimi przyjaciółmi. Jest najstarszy z zespołu, lecz zachowaniem przypomina 13 latka.Kocha marchewki. W dzień urodzin Emilly grają w Londynie koncert.