środa, 17 kwietnia 2013

"Odwal się od niego!' Roz.8

  Mieszkam  u chłopaków już tydzień. Przez te 7 dni darowałam sobie szkołę, nie miałam siły na nic. Cały czas nie docierał do mnie fakt, że moich rodziców już nie ma.
Chłopacy próbowali mnie na wszelkie sposoby rozweselać, niekiedy im się to udawało, ale rzadko.
Jutro poniedziałek, dzień w którym jestem narażona na ból, upokorzenie... Harry ma zacząć chodzić do szkoły dopiero za dwa tygodnie przez ten czas muszę sobie jakoś poradzić. Został mi już tylko Brian, Sam wyprowadziła się do Nowego Yorku z rodzicami.
O 23.00 poszłam spać.
                     *Następny dzień* 

Obudziłam się o 6.00. Z nerwów strasznie bolał mnie brzuch.
Poszłam do łazienki i szybko się umyłam, pomalowałam, uczesałam i ubrałam.
Wolnym krokiem zeszłam na dół, przy stole siedzieli wszyscy, nie powiem trochę mnie to zdziwiło bo przez cały tyn czas spali do 12.00 albo i dłużej.
-Cóż to za święto, że tak wcześnie wstaliście?-zapytałam kidey weszłam już do kuchni.
-A no nasza kochana przyjaciółka do szkoły idziecie się edukować.-powiedział Zayn przeglądając się w patelni.
-O, to tak jak ja. Znam ją chociaż?-zapytałam z uśmiechem.
-Nie znasz. Ma na imię Emilly Carther ma 17 lat, wysoka blondynka, mieszka w Londynie z 5 najprzystojniejszymi facetami na świecie, którzy są gotowi oddać za nią życie.-zaśmiał się Lou.
-Masz rację nie znam laski, ale stwierdzam, że dobrze, że chociaż tyle jej się w życiu udało.-powiedziałam już trochę smutniej.
-Nie smutaj się tylko jedz śniadanie. To najważniejszy posiłek w ciągu dnia, ale jeśli nie chcesz to ja zjem chętnie za Ciebie.-zaoferował się Horan.
-Oj, ale Pan wybaczy, ale jednak zjem to wspaniałe śniadanie. Kto je robił?-zapytałam.
-JA!!-krzyknął Lokowaty.
-Niall, słonko?-zapytałam z nadzieją.
-Tak kocie?-odpowiedział pytaniem na pytanie.
-Odstąpię Ci tą wspaniałą jajecznice. Tylko się nie zatruj.-dodałam już ciszej na odchodne.
-Carther!! Ja to słyszałem!!-krzyknął zbulwersowany Harry.
-Tak też Cię kocham skarbie.-zaśmiałam się i poszłam na górę po rzeczy.
Jeśli pomyśleliście, że jestem z którymś z nich, to niestety się pomyliliście. Kocham ich jak bracia, a oni mnie jak siostrę dlatego mówimy do siebie, kotku, skarbie, kochanie itd.
 Chłopacy zaoferowali się mnie odwieźć nie chętnie się zgodziłam. Po 15 minutach byliśmy na miejscu. Pożegnałam się z każdym buziakiem w polik. Zayn dodała, że po mnie o 14.10 przyjedzie. Zgodziłam się.
Weszłam do szkoły i się zaczęło. Już słyszałam jakieś krzyki za mną i śmiechy. Starałam się nie reagować, ale w środku płakałam.
Minęły mi już 3 lekcje, jeszcze 4...
Stoję sama przy swojej szafce, bo Brain jest chory. Nagle słyszę, że ktoś woła moje imię.
-Odpierdol się Zack. Nic Ci nie zrobiłam.-krzyknęłam nie patrząc kto to.
-Co Ci ten koleś znowu zrobił?!-nieznany mi ktoś krzyknął. Rozpoznałam głos. To był Harry.
-Co ty tu robisz?! Miałeś dopiero za dwa tygodnie tu chodzić!-krzyknęłam rzucając mu się na szyję.
-No miałem, ale kiedy moja mama się dowiedziała, że za dwa tygodnie idę do szkoły, to dosłownie stanęła na głowie, żeby mnie wcześniej przyjęli. Tak więc o to jestem.-uśmiechnął się do mnie.
-Ciekawie, nie powiem. To u kogo w klasie jesteś?-zapytałam.
-U pani Stevenson.-powiedział krótko.
-Serio?? Ja też w niej jestem!-wykrzyknęłam uradowana.
-Haa Mr.Sexy ma szczęście nawet w szkole.-zaśmialiśmy się na te słowa.
Po chwili jednak usłyszałam drugi najbardziej znienawidzony przeze mnie głos.
-O Carther szmato, nie zadręczaj nowego kolegi swoją osobą.-powiedziała Emma siostrzyczka Zacka.
-Emmo dziwko, nie zadręczam go tylko daję rady jak unikać takiego pustego plastika niczym twoja osoba.-powiedziałam wkurzona.
-Taa uważaj lepiej co mówisz bo pójdę do Zacka.-powiedziała.
W tym momencie odezwał się Harry.
-O bardzo chętnie sobie z nim pogadam.-powiedział Harry odwracając twarz w stronę Emmy. Ta jak na zawołanie pobladła.
-OMG!!! Ty jesteś Harry Styles!!! Z ONE DIRECTION!!! KOCHAM CIĘ!!!!-zaczęła piszczeć.
-Dobra przestań, bo moje uszy krwawią.-powiedział pośpiesznie Harry, i wszedł do klasy obok mojej szafki, tam mieliśmy mieć matmę.
-Emilly, moja droga Emiily.-zaczął plastik.
-Emmo, moja droga Emmo zejdź mi z oczów.-powiedziałam szybko, już chciałam odejść, ale Emma mi to uniemożliwiła łapiąc mnie za nadgarstek.
-Nie tak szybko. Odwal się od niego!! On jest mój! Rozumiesz?!-zapytała krzycząc.
-Nie wiem czy zauważyłaś, ale on za tobą nie przepada, także daj mi spokój bo zaczęło śmierdzieć od Ciebie sztucznośćią.-powiedziałam i pomachałam zszokowanej dziewczynie.
Weszłam do sali i usiadłam obok Loczka. Ten uważnie słuchał co mówiła nauczycielka, a ja siedziałam i myślałam co się ze mną dzieje, czemu się tak zachowałam w stosunku do Emmy?? Czy dzięki obecności Herrego stałam się pewniejsza siebie i odważniejsza?? Nie wiem co o tym myśleć.
Resztka lekcji minęła nam dość szybko. Loczek szybko zrobił furorę u nas w szkole.
Przed szkołą czekał na nas Zayn. Wsiedliśmy do auta i wróciliśmy do domu śmiejąc się głośno. 
Kiedy weszliśmy udałam się do salonu przywitać się z chłopakami. To co tam zobaczyłam wkurzyło mnie. 
Było to, a konkretnie był to Josh. Josh Devine.
-Co ty tu robisz?!-wydarłam się na niego na dzień dobry.
-To chyba ja powinienem Ciebie o to spytać!! Burdel parę ulic dalej-krzyknął w moją stronę.
-Skąd wiesz? Korzystasz? Jeśli tak, to daj numer najlepszej dziwki swojemu wspaniałemu przyjacielowi Zackowi. On chętnie skorzysta, o ile jakaś będzie chciała go obsłużyć.-krzyknęłam równie głośno co on.
-Licz się ze słowami, bo wiesz dobrze, że jeśli Zack się dowie co powiedziałaś, to masz piekło w szkole i nie tylko tam?-zapytał śmiejąc się. Zmierzyłam go wzrokiem i wybuchłam śmiechem.
-Ty mi grozisz Zackiem?! Człowieku zastanów się co mówisz, on jest mocny w gębie, a zrobić, to robią za niego jego "koledzy". Taki sam jak on jesteś.-powiedziałam przez śmiech.
-Czy ktoś nam może wyjaśnić o co tu chodzi???!!!-krzyknął zdezorientowany Lou.
-Tak oczywiście, że mogę.-powiedziałam -To jest Josh. Przyjaciel Zacka. To między innymi on się wtedy z nim założył.-powiedziałam.
-Josh to prawda?-zapytał Liam.
-No tak.-powiedział bez krępacji Devine.
-Po tobie się tego nie spodziewałem. Znamy się trzy lata grasz z nami w zespole, a tu nagle takie coś?!-powiedział Liam.
-To on z Wami gra?! Serio?!-krzyknęłam z nie dowierzeniem. 
-No chyba głucha nie jesteś.-zapytał z drwiną Devine.
-Zamknij się.-syknęłam.
-To kim dla Was jest to tutaj.-zapytał wskazując mnie palcem i mierząc wzrokiem, za co miałam mu ochotę dokopać.
-Emilly mieszka z nami, i jest naszą przyjaciółką.-powiedział Niall krótko.
-Ludzie błagam tyle dziewczyn na świecie, a wy akurat ją pod swój dach przyjmujecie. Brak mi słów.-powiedział załamany Josh.
-Nic dziwnego. Zawsze miałeś mały zasób słów. Zazwyczaj ograniczał się do 5 słów "KURWA ODDAJCIE MI MOJE PIWO"-zarecytowałam.
-Wal się.-skwitował krótko.
-Dobra uspokójcie się już. Harry idź z Em się trochę pouczcie na jutro a potem idziemy do Nando's.-powiedział Louis.
-Yhym...-powiedziałam i poszłam z Harrym na górę. 
Po dwóch godzinach skończyliśmy i poszliśmy, ale z nami niestety Devine... Praktycznie całą drogę się kłóciliśmy i wyzywaliśmy, a reszta starała się nas uspokoić.






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz