środa, 5 czerwca 2013

Roz.17

Siedziałam sama w salonie.  Chłopców nie było w domu bo tu jeden na zakupy bo mu się marchewki skończyły, dwóch następnych do swoich dziewczyn a piąty? Cholera go tam wie...
Oglądałam właśnie jakiś durnowaty program na MTV, gdzie dzieciaki kłócą się ze swoimi rodzicami, wyzywają ich itp. W ogóle ich nie szanują. 
Ile ja bym dała za jedną rozmowę z mamą lub tatą. Siedziałam tak rozmyślając o moim marnym życiu, kiedy usłyszałam, że jeden z nich postanowił wrócić do domu. Był to Carrots Monster bo śpiewał piosenkę o... marchewkach?! Okeej...
Zaniósł zakupy do kuchni, a sam przyszedł do salonu z wielką torbą.
-Co tam masz?-spytałam ciekawa.
-Prezent.
-Dla kogo??
-Ciebie xdd
- A z jakiej okazji???
-Z żadnej. W tych czasach już nawet przyjaciel nie może przyjaciółce prezentu kupić...
-No dobrze no. Dziękuję.-powiedziałam przytulając się do niego.
W torbie był duuuuży pluszowy miś, którego zawsze chciałam dostać.
-Louis! Jesteś wspaniały!!-krzyknęłam rzucając mu się na szyję.
-Wiem, a teraz mów.
-Ale cioo??
-Czemu chodzisz ostatnio taka smutna??-spytał.
-Kurde, mogłam się dowiedzieć, że dając mi tego miśka będziesz czegoś chciał... Nic się nie dzieje.-skłamałam.
-Okłamywać to sobie możesz koleżanki ze szkoły, ale nie mnie. Ems, przecież widzę, że coś jest nie tak, mi możesz powiedzieć.
-Chodzi o Nialla...
-Co z nim?
-Ostatnio nie możemy się dogadać, ciągle się kłócimy... nie wiem czy to ma sens, oddalamy się od siebie i boli mnie najbardziej brak zainteresowania z jego strony i fakt, że nie mogę sama nic zrobić...
-Porozmawiaj o tym z Niallem.
-Słyszałeś wczoraj nasze krzyki?
-Tak.
-To właśnie była moja próba porozmawiania z nim o tym.
-Szczerze? Widać się z między Wami nie układa, ale ja z chłopakami nie chcieliśmy się wtrącać. Niall to mój przyjaciel, nie chcę działać na jego nie korzyść, ale może z nim zerwij?
-Widzisz?! Wszyscy widzą, że coś nie tak jest! Wszyscy! Wszyscy tylko nie on! Jesteśmy razem 3 miesiąca a nie byliśmy na żadnej randce!-krzyknęłam.
Louis miał już coś powiedzieć, ale zadzwonił dzwonek do drzwi, więc poszłam szybko otworzyć.
Przed drzwiami stała jakaś wysoko blondynka, przedstawiła się jako Taylor Swift. Zrobiła to w taki sposób jakbym miała ją skądś kojarzyć, no ale spoko. Nie kojarząc laski, zawołałam Louisa, żeby tu przyszedł. Kiedy się już zjawił i zauważył blondynę, usta wygiął w grymas. 
Zaczął z nią rozmawiać o Harrym, ona chciała się z nim koniecznie spotkać, a Lou próbował jej to wybić z głowy. Nie wiedząc o co chodzi, postanowiłam zadzwonić do Dan ,która jest na stówę lepiej doinformowana ode mnie.
Halo?-spytała Dan, po drugiej stronie telefonu.
-Hej Dan. Mam sprawę. Przyszła do nas niejaka Taylor Swift i chcę czegoś od Loczka właśnie się kłóci o spotkanie z nim z Lou. Możesz mi wytłumaczyć kim ona jest o czego chce od Hazzy??-zapytałam z nadzieją.
W tym momencie oczy moich towarzyszy zostały zwrócone na mnie. Louis próbował nie wybuchnąć śmiechem a ta laska z minuty na minutę była coraz bardziej czerwona ze złości.
Kiedy Dan skończyła mi już tłumaczyć, podziękowałam jej, ale okazała się, że naszego gościa już nie ma. A szkoda.
-EMILLY!!! KOCHAM CIĘ!!! Od 2 miesięcy staram się ją z chłopakami tak wkurzyć, żeby dała spokój Hazzie, a ty to w 10 minut zrobiłaś!!-krzyczał tańcząc jakiś dziwny taniec.
-Ale ja serio nie wiedziałam kto to był.
-Widać, że nie byłaś naszą fanką-na te słowa strzeliłam mój słynny uśmiech nr 6.
-Rozgryzłeś moja tajemnicę!! Ale teraz jeżdżę z Wami na każdy koncert, próbę sesje itd.-wystawiłam język.
-Bo teraz jesteś fejmem, wiesz fancluby i te sprawy.-powiedział Louis.
-Hahahaha!! Dobre!!
 -Już nawet masz prezesa i jego zastępcę.-uśmiechnął się szeroko.
-Czyżby Ciebie i Loczka?? -zapytałam.
-Loczka?? Serio?? To ma być Twój funclub a nie kotów lub jego loków!- zaśmiał się.
-To kogo??
-Mnie i Kevina!!
-Loui, poczekaj tu chwilkę.-pobiegłam szybko do kuchni po książkę telefoniczną i telefon.
-Po co Ci to??-zapytał.
-Szukam numeru do jakiegoś dobrego psychiatry dla Ciebie.-powiedziałam uśmiechając się szeroko.
-Pfff, a ja chciałem nam pizzę zamówić. Teraz to możesz sobie umierać z głodu!
-Lou, wiesz jak ja Cię kocham...
-Taaa... z czym chcesz pizzę?
-Obojętnie.
Chłopak zamówił pizzę i poszliśmy do salonu oglądnąć jakiś film w między czasie. Postawiliśmy na American Pie.
Po 20 minutach, pizza przyjechała a w raz z nią reszta 3 moich kochanych psycholi, ale nadal nie było Nialla...
Zjedliśmy pizzę i zaczęliśmy grać w FIFĘ. Ja byłam w drużynie z Zaynem.
-GOOOOOL!!!-krzyczał Louis z Liamem, skacząc  jak opętani.
-NIEEEEEEE!!!!!!-krzyknął mulat.
-Mówiłam, że nie umiem grać!
-Harry, zostaw tą gazetę o katach i chodź grać ze mną! Z Emilly się nie da!!!
-Dzięki...
-Wybacz.-powiedział Zayn.
-Sorry mała, ale teraz ja zabieram Zayna.-powiedział Harry.
-A bierz se go i nigdy nie oddawaj! A za tą małą, to się rano obudzisz bez włosów na głowie!
-Też Cię kocham...-Loczek podniósł ręce w obronie.
Poszłam do kuchni po picie, popatrzyłam na zegar i była już 23.30, a jego nadal nie ma.
Wróciłam do salonu i pożegnałam się z chłopakami i poszłam spać do siebie do pokoju. Weszłam jeszcze na chwilę na TT i odpisałam kilku dziewczynom, które się mnie pytają o chłopców.
Rano obudziłam się o 6.00 rano. Poszłam do kuchni zrobić sobie jeść, kiedy już byłam na dole, zobaczyłam, że ktoś śpi na kanapie w salonie. Poszłam zobaczyć kto to. Był to Niall i był zalany w cztery dupy... Wyszedł o 11.00 rano a wraca w środku nocy i to jeszcze najebany?! 
Ja sobie z nim o tym pogadam.
Wyszłam jeszcze przed dom po poranną gazetę, którą codziennie można znaleźć przed naszymi drzwiami. To co było na okładce gazety, rozbiło mnie dosłownie. Łzy same leciały po moich  policzkach mimo moich sprzeciwów...  Jak on mógł mi to zrobić??!!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz